środa, 20 marca 2013

niespodzianka.

Jochen ani na chwilę nie przestawał mnie całować. Nie słyszał albo udawał, że nie słyszy minutnika. Złapał mnie  w pasie i bez żadnego problemu podniósł mnie i posadził na blacie. Potem wyciągnął rękę w kierunku stołu i wyłączył brzęczące urządzenie. W tym momencie mikroskopijność mojej kuchni była zaletą. Jego dłonie nie dotykały mnie tylko przez kilka sekund a ja miałam ochotę krzyknąć: "Wracaj szybko do mnie". Jakby czytając w moich myślał przyciągnął mnie mocno do siebie. Jak w transie zaczęłam szarpać się z jego koszulką, chcąc jak najszybciej dotknąć jego nagiej skóry.  Wyręczył mnie i szybkim ruchem zdjął ją i dorzucił do mojego szlafroka. Wpatrywałam się w jego tors jak urzeczona. Przyłożyłam swoją małą dłoń do jego serca. Biło w tak samo szaleńczym tempie jak moje. Nie tylko jego serce było szalone- cały świat zwariował. Zwariowałam ja. Siedzę prawie naga na blacie w mojej kuchni i obściskuję się z facetem, którego znam tylko z telewizji. To nie było w moim stylu. Jochen działał na moje zmysły w sposób, któremu nie mogłam się oprzeć. Wystarczy jeden jego dotyk, a ja stawałam w płomieniach, które tylko on mógł ugasić. Przerażała mnie ta sytuacja. Nie chciałam, żeby powtórzyło się to, co już raz przeszłam. Nie chciałam znowu cierpieć.
Odepchnęłam go od siebie. Przyszło mi to wielkim trudem. Spojrzał na mnie zaskoczony. Wykorzystując jego zdezorientowanie, szybko chwyciłam szlafrok i próbowałam ukryć się przed nim w łazience. Był szybszy. Chwycił mnie za nadgarstek i mocno przytrzymał.
  -O nie, moja droga panno! Tak łatwo mi znowu nie uciekniesz!- jego dotyk po raz kolejny mnie sparaliżował.
  -Puść mnie, zostaw mnie- zaczęłam się wyrywać.
Zaskoczony puścił moją dłoń.
  -Rozumiem, nie bój się. Nie muszę zaciągać siłą dziewczyn do łóżka. Albo na blat- powiedział z aroganckim uśmiechem.- a Ciebie jeszcze przed minutą do niczego zmuszać nie musiałem, sama tego chciałaś.
  -Wyjdź! Wyjdź, zanim zrobię coś, czego będę potem żałować- wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
  -Znowu się na mnie rzucisz czy wykonasz dla mnie erotyczny taniec połączony ze striptizem?- teraz śmiał mi się już prosto w twarz.
Nie mogłam tego znieść. Wiedział, jaki ma na mnie wpływ. Wiedział i bezczelnie to wykorzystywał. Otuliłam się szlafrokiem po samą szyję, podeszłam do drzwi wejściowych i otworzyłam je na całą szerokość. Moje zaskoczenie było wielkie, gdy za drzwiami zobaczyłam moją siostrę Dorotę. Jej zdumienie było jeszcze większe, gdy zobaczyła półnagiego Shopsa  wychodzącego z mojej kuchni.
  -Gdzie masz koszulkę?- niemal warknęłam do niego.
  -Oddasz mi przy okazji- kolejny arogancki uśmiech wypłynął na jego usta.
Zatrzasnęłam za nim drzwi z taką siłą, że zabrzęczała wmontowana w nie szybka.
  -Cześć Dorota. Tak, to był Jochen Schops, tak- mieszka w tym samym bloku co ja, nie- nie wezmę dla Ciebie autografu od niego, nie- nie uprawialiśmy seksu.- odpowiedziałam jednym tchem na pytania, których mi nie zadała, ale wiedziałam, że będzie chciała znać na nie odpowiedź.
  -Widząc to pobojowisko na podłodze, jego nagi tors i Twój wygląd, to mam wrażenie, że skłamałaś mi przynajmniej w jednej sprawie- roześmiała się Dorota.
  -Pozory mylą, on przyszedł tylko po cukier, nie wyobrażaj sobie za dużo.
  -No to chyba bardzo mu osłodziłaś tę wizytę skoro zapomniał go ze sobą zabrać- bezlitośnie wypomniała mi siostra- oj Kryśka coś kręcisz.
  -Koniec! Udaj, że niczego nie widziałaś! To jest nasz weekend. Chodź do mnie- przytuliłam ją mocno- tak dawno Cię nie widziałam.
Tęskniłam za nią, za resztą rodziny, za tą stabilizacją, którą czułam w Lublinie. Za spokojną egzystencją, podczas której nie rzucałam się na facetów jak nimfomanka. W ciągu miesiąca świata zmienił swój bieg, a ja nadal nie wiem czy to mi się podoba.
  -A propos weekendu, mam dla Ciebie niespodziankę- Zwłaszcza po tym co spotkało Cię dzisiejszego dnia- odparła z tajemniczym uśmiechem.
  -Zaczynam się Ciebie bać, ale dobra mów, bo nie wiem czy mam modyfikować moje plany.
  -Bez zbędnych wstępów: mam dwa bilety na mecz Resovii ze Skrą, sektor za ławką zawodników, rząd pierwszy- wyśpiewała mi szczerząc się jak wariatka.
Mecz Resovii i Skry Bełchatów na Podpromiu. Genialne miejsce. Idealny początek weekendu. Od roku nie byłam na żadnym meczu siatkówki, miałam za dużo obowiązków, pracy,  nauki. Transmisję w telewizji również sobie odpuściłam. Nie miałam czasu na sen, a co mowa na siedzenie przed telewizorem. Teraz, gdy moja sytuacja się ustabilizowała, mogłam pozwolić sobie na odrobinę luksusu. Weekend zaplanowałam w najdrobniejszych szczegółach: wieczorny maraton filmowy, w sobotę zakupy i clubbing a w niedziele zarezerwowałam na leniwe zwiedzanie miasta.
  -Zaraz, zaraz... Dlaczego powiedziałaś, że mecz jest związany z moim dzisiejszym dniem?- zapytałam zaalarmowana jej uśmiechem i tonem głosu.
  - A z kim minęłam się w drzwiach i czyja koszulka leży na podłodze Twojej kuchni?
  -Kuchnia!
Szybko podbiegłam do kuchenki, ale na ratowanie mojej zapiekanki było już za późno. Doszczętnie spalona nie nadawała się już do jedzenia. Postanowiłam, że nie będę tego komentować...
  -Dorota! Dziś jest Twój szczęśliwy dzień- możesz wybrać dodatki do pizzy, którą zamówimy na kolację!
Nigdy nie mogłyśmy się dogadać, co do składników, prawie zawsze negocjację kończyły się wielką kłótnią i dwiema oddzielnymi pizzami.
  -Jeśli nie weźmiesz boczku, to pozwolę Ci też wybrać film!- dodałam, chowając feralną kolację do szafki pod zlewem. Nie chciałam na nią nawet patrzeć, za bardzo przypominała mi moją klęskę w walce z samą sobą.
Po godzinie zasiadłyśmy z pizzą i butelka wina przed ekranem. Wciągająca komedia pozwoliła mi na chwile zapomnieć o moim problemie. Było już grubo po północy, gdy położyłyśmy się spać. Dorota usnęła momentalnie, nigdy nie potrzebowała dużo czasu na zaśniecie- wino tylko spotęgowało tę umiejętność. Ja zapaść  w sen długo nie mogłam, kręciłam się na łóżko, próbując przybrać najwygodniejszą pozycję. Przypomniałam sobie, że w każdej książce i w każdym filmie bohaterowie pili ciepłe mleko, aby móc szybciej zasnąć. Wstałam z łóżka i nie zapalając światła, aby nie obudzić Dodzi na palcach przemknęłam do kuchni. Zapaliłam światło i pierwsze co rzuciło się w moje oczy to koszulka Jochena leżąca na blacie. Przycisnęłam ją do twarzy,  jego zapach obezwładnił moje zmysły. Ciepłe mleko nie było potrzebne.


1 komentarz:

  1. Ej, ej, ej! Paląca się kuchnia to moja działka! Nie wchodź mi w kompetencje! :D
    Boże, jak ja kocham Twoje opowiadanie... Tego się nie da wyrazić słowami. Napisałabym jeszcze coś, ale chyba jestem troszeczkę nietrzeźwa, więc sobie daruję i powiem tylko, że na następny rozdział czekam. :)

    OdpowiedzUsuń