-Czysta.- zamówiłam u barmana napój wieczoru. Miałam nadzieję, że alkohol będzie potrafił wypalić myśli z mojej głowy tak szybko, jak wypala mój przełyk. Nie obawiałam się jutrzejszego kaca. Miałam na niego wielokrotnie sprawdzony patent- kilka kilometrów w nogach i zero dolegliwości. Najgorzej jest się ruszyć, potem jest już tylko lepiej. "Bałam się tylko siebie i tego co mogłabym zrobić, gdybym została z nim na parkiecie. Nie panuje nad sobą, nad swoimi emocjami, postępowaniem. Jeden jego dotyk, a zapominam o wszystkim, czego postanowiłam nie robić. Mózg zamienia się w spaghetti, a nogi w galaretę. Nie wiem co on w sobie ma, czym mnie tak intryguje, co sprawię, że mam ochotę zaciągnąć Go do łóżka i nie wypuszczać przez co najmniej tydzień. Jochen jest dla mnie zagadką, kinder-niespodzianką, ale nie jestem pewna czy chcę pozbawiać go opakowania."
Moje erotyczno-alkoholowe rozmyślania przerwał Jarek.
-Taka piękna kobieta, a spędza wieczór samotnie pijąc wódkę. Przybyłam, wprawdzie nie na białym rumaku, aby Cię uratować. Barman! Wódka dla mnie!- krzyknął w jego kierunku. Najwidoczniej był częstym bywalcem tego klubu, bo po chwili pojawiła się przed nim półlitrowa butelka- nasza księżniczka nie może pić sama, skoro jej niemiecki książę woli pić piwo- z uśmiechem kota z bajki "Alicja w krainie czarów" napełnił mi mój kieliszek.
-Nie rozumiem, co masz na myśli- zdezorientowana patrzyłam na niego- jaki książę?
Nie odpowiedział.Wskazał tylko palcem Schopsa, który w geście pozdrowienia uniósł swoje piwo i wygiął swoje pełne usta w coś, co z pewnością nazywa się najbardziej bezczelnym uśmiechem na świecie.
-To nie jest mój książę. Jestem wyzwoloną księżniczką. Wyjdę za mąż tylko wtedy, gdy debet na moim koncie przekroczy zero bezwzględne- alkohol zaczynam powoli działać.
- Małżeństwo to nie tylko forsa, są jeszcze inne przyjemności. Jesteś wystarczająco dużą dziewczynką, więc nie będę Ci tego tłumaczyć. Z tego co widziałem, to Niemiec oprócz dużej kasy ma również predyspozycję do innych czynności.- nabijał się ze mnie bezlitośnie.
-I to mówi 35-letni kawaler.- próbowałam zmieniać temat.
-No wiesz, forsę mam, więc cała reszta nie jest mi potrzebna. Żona przyjdzie z czasem, nazwisko trzeba przedłużyć- powiedział nalewając kolejna kolejkę.
-Wiedziałam, że jesteś cynikiem, ale materialista? To dla mnie nowość.- zaskoczona uniosłam wysoko brwi.
-Hej! Nie marszcz czoła, bo nawet Niemiec Cię nie zechcę- Jarek wybuchnął śmiechem.
-Hej!- krzyknęłam do niego podobnym tonem- udam, że tego nie słyszałam. Moje czoło jest gładkie jak pupcia niemowlaczka.
-Dawno nie miałem do czynienia z małymi dziećmi, ale jeśli Twoja pupcia jest tak samo seksowna jak Twoje czoło, to nie dziwię się dlaczego Schops zaciskał na niej swoje łapska.
- Seksowne czoło? Nowy rodzaj fetyszu? Pierwsze słyszę.- nie chciałam się wciągnąć w rozmowę na temat Jochena.
-Za krótko żyjesz na tym świecie dziecinko. A teraz radziłbym poszukać Marka i Doroty. Twoja młodziutka siostra musiała porządnie zawrócić mu w głowie, skoro zapomniał o tej swojej nawiedzonej narzeczonej. Jeśli się nie opamięta i nie przestanie myśleć dolną częścią ciała, to wyleci z roboty szybciej niż zdąży wytrzeźwieć, a Ty razem z nim. Ot, tak dla poprawy humoru Jagodzi.
Na śmierć zapomniałam o Dorocie. Taniec z Jochenem tak bardzo wytrącił mnie z równowagi, że powrót do niej wymagał morza wódki. O siostrze nie myślałam. Zerwałam się ze stołka targana wyrzutami sumienia. Wypity alkohol sprawił, że podłoga falowała a nogi przestały mnie słuchać. Złapałam się blatu, a podłoga nadal była niespokojna, tym samym perspektywa powrotu do mieszkania stała się nadzwyczaj ciekawa. Na szczęście Dodzia sama się odnalazła.
-Nic nie mów, bo będziesz skazana na samotny powrót. A Twój obecny stan nie wskazuję na to, że poradzisz sobie sama.- młoda była bezlitosna.
-Po pierwsze- Twoja groźba jest bez pokrycia- sama trafię do domu. Po drugie- nie jestem pijana. Po trzecie- ja mam klucze do mieszkania. Po czwarte- Marek ma narzeczoną. Po piąte- narzeczona Marka to córka mojego przełożonego. Po szóste- Jeśli jesteś przynajmniej w połowie tak inteligentna jak ja, to domyślisz się, jaki będzie jej pierwszy ruch, po tym jak dowie się czyją siostrą jesteś. A teraz wypiję jeszcze jedną kolejkę i grzecznie możemy wracać do mieszkania.- zrobiłam idealny obrót i z gracją usiadłam na stołku.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.- usłyszałam wygłoszoną sceptycznym tonem opinie.
-Co nie jest dobrym pomysłem? Wódka czy powrót do domu?
-Sama odpowiedz sobie na to pytanie. A teraz napije się z Wami, bo czuję, że czeka nas długa noc, więc wsparcie alkoholu się przyda.
Dorota zna mnie od 20 lat. Wie, że szybko się upijam, szybko trzeźwieję, biegam na kacu i tańczę po pijaku.
W niedzielny, niezwykle wczesny poranek obudziło mnie słońce. Pierwsze, co zauważyła, to brak piżamy. Potem moja wątroba zaczęła wołać o pomstę do nieba, więc zmobilizowałam wszystkie swoje siły, swoją drogą skromne rezerwy moich sił, i poszłam do kuchni po gorzką herbatę. Na podłodze przedpokoju zauważyłam moją sukienkę, a na półce brakowało jednej szpilki.
-Śpiąca Królewna wstała. A może powinnam powiedzieć Kopciuszek?- usłyszałam radosny głos za moimi plecami.
-Witam. Nie wiem o co Ci chodzi, ale mam nadzieję, że wytłumaczysz mi to jak wrócę po bieganiu.
Szybko ogarnęłam się w łazience i ubrałam odpowiednie buty. Moja wątroba na widok schodów boleśnie zaprotestowała przeciwko takim praktykom. Zacisnęłam zęby i wolno, nóżka za nóżką zaczęłam w żółwim tempie schodzić na parter. Skręciłam w lewo, potem w prawo, w lewo, aż w końcu kompletnie straciłam orientację. Słabo znałam Rzeszów. Nie przejmowałam się tym, dalej biegłam. Z każdym pokonanym krokiem poruszałam się coraz szybciej, a w głowie kołatała mi się jedna myśl: "Będziesz moja". Nie mogłam o tym zapomnieć. Te dwa słowa wybijały rytm mojego biegu: "Bę-dziesz mo-ja, bę-dziesz mo-ja". Zatrzymałam się przy Wisłoku, oparłam ręce o kolana i próbowałam uspokoić szybko bijące serce i oddech. Postanowiłam wracać do domu. Obiecałam Dorocie zakupy i dobry obiad. A po za tym muszę wyciągnąć od niej co się wczoraj działo po wyjściu z klubu, bo za cholerę nic nie pamiętam. Po prostu czarna dziura! Przypominam sobie jak wychodziłam z klubu, potem długo, długo nic i dopiero dzisiejszy poranek. Czas wracać i zrobić delikatny wywiad.
środa, 17 kwietnia 2013
czwartek, 4 kwietnia 2013
Dyskoteka gra.
Nie pamiętam tego meczu. Nie jestem w stanie powiedzieć, która drużyna wygrała poszczególne sety, w jakim stosunku punktów. Nie patrzyłam na tablicę wyników, chciałam aby to doskonałe widowisko trwało jak najdłużej. Znakomita gra obu zespołów, głośny i wspaniały doping rzeszowskich kibiców sprawił, że z ogromnym żalem opuszczałam halę po zakończonym tie-breakiem meczu. Ku radości Doroty ( i troszkę mojej, chociaż jestem wierną fanka Zaksy Kędzierzyn Koźle) Asseco Resovia odniosła w tym sezonie swoje pierwsze zwycięstwo na Skrą Bełchatów. To, co działo się po ostatnim gwizdku sędziego nie da się opisać. Cieszyłam się jakby co najmniej wygrali Ligę Mistrzów, a nie jeden z pierwszych meczów rundy zasadniczej i to za dwa punkty. Oklaskiwałam jak szalona każdy zdobyty punkt Resovii, a gdy na boisku pojawił się Jochen Schops natychmiast przed oczami pojawiło się wspomnienie, w którym jego ręce były zajęte czymś zupełnie innym niż umieszczeniem piłki w pomarańczowym polu. Na moich policzkach momentalnie pojawił się rumieniec, który szybko został zauważony przez Dorotę. Wbiłam wzrok w mój telefon, który wydał mi się najbardziej interesującym urządzeniem na świecie. Moja mina musiała ją odstraszyć, bo nie skomentowała nawet słowem mojego dziwnego zachowania. Gdy Schops odbierał statuetkę MVP przeszukiwałam moja torebkę z taka intensywnością jakby od jej zawartości zależało moje życie. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego się tak zachowywałam, to było silniejsze ode mnie. Nie chciałam pokazać, że on jest dla mnie interesujący, że wzbudza we mnie jakiekolwiek uczucia. Mimo że o zdarzeniu w kuchni nie mógł wiedzieć nikt spośród 5 tysięcy osób będących w hali, to miałam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy, obserwuje.
-Jeśli natychmiast mnie nie nakarmisz to padnę z głodu- oznajmiła mi Dodzia wsiadając do samochodu- zawieź mnie tam gdzie podają dużo smacznego jedzenia. A potem szybko uciekamy do domu szykować się na wielki podryw- przypomniała mi.
Niepotrzebnie. Również nie mogłam doczekać się wieczornego wyjścia. Nie potrafię sobie przypomnieć kiedy ostatnio byłam w klubie, więc odliczałam godziny do nadejścia wieczoru.
- Dorota? Mam szczerą nadzieję, że przywiozłaś mi tę moją koronkową, mała-czarną? Sukienkę, którą mi bezczelnie zabrałaś bez pytania?- zapytałam z groźbą w głosie otwierając drzwi do mieszkania- zabiję Cię jeśli zapomniałaś.
-Od razu zabrałaś!- oburzyła się moja kochana siostra- po prostu pożyczyłam sobie. Byłam pewna, że bez problemu mi ja dasz, a po za tym nie chciałam Ci przeszkadzać, byłaś wtedy taka zajęta. I tak nie miałaś gdzie i kiedy jej założyć. Teraz też nie bardzo pasuję do Twojego miejsca pracy. Twoi współpracownicy nie mogliby skupić się na pracy, no wiesz: ta przezroczysta, czarna koronka, kuszący dekolt, odsłonięte nogi...
-Dorota! To moja sukienka i jej miejsce jest w mojej szafie, nawet jeśli założę ją raz na rok. Nie będziesz śmiać się z moich ubrań, które zakładam do pracy. Doskonale wiesz, że tam obowiązują mnie pewne reguły a jedną z nich jest spódnica w kolano a nie odsłaniająca jak najwięcej się da. A moja mała-czarna nadaję się idealnie na dzisiejszy wieczór. A propos wieczoru, kąpię się pierwsza!- krzyknęłam i wpadłam do łazienki.
Chciałam zemścić się na Dorocie i kąpać się jak najdłużej, ale mając włosy prawie do pasa, nie mogłam ich wysuszyć w ciągu 10 minut. Zgarnęłam odżywkę, kokosowy balsam do ciała i łaskawie udostępniłam małej złodziejce łazienkę. Długo rozczesywałam włosy, starannie rozdzielając pasmo od pasma. Były moją dumą- długie, mocne, naturalnie brązowe. Do pracy układałam z nich koka lub warkocz, prawie nigdy nie chodziłam w rozpuszczonych, to było niepraktyczne. Dzisiaj postanowiłam zaszaleć. Starannie nałożyłam makijaż, malując się o wiele odważniej niż zwykle. Podeszłam do szafy z zamiarem wybrania bielizny. W oczy rzucił mi się komplet, który dostałam od przyjaciółek na ostatnie urodziny: dół składał się z trzech czarnych paseczków, a biustonosz z gąbki, koronki i niczego więcej. Nie zasłaniał nawet połowy piersi. Nie miałam go nigdy na sobie, a dzisiejsze wyjście było idealne na jego debiut. Szybko wciągnęłam na siebie sukienkę i poszłam pogonić Dorotę. Byłam ogromnie zaskoczona, kiedy wyszła z łazienki w pełni przygotowana. Perfumy, kurteczka i można wychodzić.
-Czy Ty zawsze musisz chodzić schodami? Mieszkasz na 9 piętrze!- Dodzia rozpoczęła po raz kolejny narzekać- normalni ludzie jeżdżą windą. To takie urządzenie, które wozi ludzi w górę i w dół, jakbyś nie wiedziała. Ta z waszego bloku działa bez zarzutu.
-No nie powiedziałabym tego. Już raz się zepsuła jak nią jechałam, więcej nie zamierzam korzystać z jej usług- powiedziałam zeskakując ze schodów na podest.- Doskonale wiesz, że nie przepadam za windami, po prostu nie mogę i już. A po za tym chodzenie schodami jest zdrowsze.
- Nie na 9 piętro, to nie jest zdrowie- to jest sadomasochizm!- śmiała się ze mnie.
- Jeśli nie przestaniesz się ze mnie śmiać, to spędzisz cudowny wieczór przed komputerem z tabliczką czekolady kokosowej.- zagroziłam jej, bo nie mogłam już słuchać jej docinków.
-Masz czekoladę i nic mi wcześniej nie powiedziałaś?!
-Spokojnie, nie bulwersuj się- teraz to ja miałam powód do śmiechu- dostaniesz ją jutro jak będziesz grzeczna.
-Trzymam Cię za słowo, a teraz powiedz mi gdzie mnie zabierasz?
- Klub Grand. Z tego co mówią ludzie z kancelarii- to najlepsze miejsce w Rzeszowie.
-Prawie jak nasz Grand Hotel! - zaczęła się śmiać.
Dobry humor nie opuszczał nas przez całą drogę. Przed klubem kłębił się tłum osób, choć była dopiero 21. Musiałyśmy odstać swoje w kolejce, a swoje pierwsze kroki skierowałyśmy do baru.
- Dwie setki czystej- złożyłam zamówienie u barmana. "Jak za starych, dawnych czasów"- pomyślałam. Na imprezie tylko czysta. Gdy podnosiłam kieliszek do ust, poczułam, że ktoś mnie dotyka moje ramie. Odwróciłam się i zobaczyłam moich znajomych z pracy: Marka i Jarka.
-Wygrałem zakład! - oznajmił mi uśmiechnięty od ucha do ucha Jarek- Marek nie mógł uwierzyć, że to Ty stoisz przy barze i pijesz wódkę.
-W pracy wyglądasz zupełnie inaczej- bronił się Marek- jeśli miałbym obstawiać, to w barze piłabyś drinka z palemką a nie czystą. A dla jasności, teraz podobasz mi się o wiele bardziej.
-A co na to Twoja narzeczona?- zapytałam go wiedząc, że Jagoda jest zazdrosna o każde jego spojrzenie na inną kobietę.
- Nie musi o tym wiedzieć.- uśmiechnął się i złożył zamówienie.
Wypiliśmy razem i razem z Dorotą poszłyśmy na parkiet. Po chwili dołączyli do nas nasi "kompani od kieliszka".
Taniec to jest mój żywioł, pozwala oderwać mi się od rzeczywistości, sprawia, że zapominam o problemach, że liczy się tylko chwila obecna. Wyobrażam sobie, że jestem sama na sali, nikt mnie nie widzi, czysty odlot. Mijały kolejne minuty, moje ciało wibrowało od muzyki. Po kilku piosenkach Marek zabrał nas na kolejną kolejkę. Gdy przełykałam gorzki płyn, Dorota pokazała mi na migi, abym się odwróciła. Gdy to zrobiłam, ujrzałam stojących w wejściu Rafała Buszka, Grzegorza Kosoka oraz ... Jochena Schopsa. O mało się nie udławiłam. Po krótkiej interwencji zaczęłam normalnie oddychać. W akcie desperacji wypiłam kolejną setkę i pociągnęłam Jarka na parkiet.
Był dobrym tancerzem, to ja co chwile deptałam go po stopach, myliłam krok. Mimowolnie wzrokiem szukałam Jochena. Zła sama na siebie, przeprosiłam kolegę i poszłam do łazienki, a po drodze zauważyłam, że Dorota dobrze bawi się z Markiem. Szybko poprawiłam makijaż. gdy wychodziłam, chowając szminkę do torebki, zderzyłam się z czymś wielkim, twardym i cudownie pachnącym. Nie musiałam podnosić wzorku, aby wiedzieć kto to był.
-Nie mogę nawet wyjść do klubu, aby Ciebie nie spotkać! Niedługo będę bała się otworzyć szafę lub lodówkę, abyś z niej nagle nie wyskoczył.- nie dałam mu dojść do słowa.
-Nie chcę nic mówić, ale to ty cały czas na mnie wpadasz, a nawet chodzisz na moje mecze- Jochen nie pozostawał mi dłużny,
-Byłam na meczu Asseco Resovii ze Skrą Bełchatów a nie Jochena Schopsa ze Skrą.- powiedziałam próbując go ominąć.
-Znowu uciekasz. Boisz się mnie?- dalej mnie prowokował.
-Nikogo się nie boję, a na pewno nie Ciebie.-parsknęłam.
-Zatańcz ze mną.
Te trzy słowa sprawiły, że ugięły się pode mną nogi. Nie chciałam z nim tańczyć, nie chciałam, aby on mnie dotykał, nie chciałam czuć jego zapachu. Nie chciałam, żeby był.
Ale bardziej nie chciałam przegrać tej małej "rywalizacji". Chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam w stronę parkietu. W tym momencie cały świat był przeciwko mnie. Z głośników popłynęła wolna i nastrojowa piosenka Adele i prawie wszyscy ludzie z klubu zapragnęli do niej tańczyć.
-Poczekaj, muszę sprawdzić gdzie jest Dorota- próbowałam się wymigać.
-Tańczy z chłopakiem, z którym stałyście przy barze, nie martw się.- uspokoił mnie- możesz spokojnie przetańczyć ze mną całą noc.
Delikatnie przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich plecach. Przez kilka sekund stał z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, więc Jochen złapał moje nadgarstki i ułożył je na swojej szyi.
-Nie udawaj, że nie potrafisz tańczyć, przecież widziałem próbkę Twoich możliwości w Twoim mieszkaniu-szepnął mi do ucha.
Automatycznie na moich policzkach pojawił się rumieniec. A Schops błądził dłońmi po moich plecach, palcami muskał moje żebra, kręgosłup...
-Jesteś taka szczupła, że mógłbym z łatwością policzyć Twoje żebra- nadal owiewał mi ucho swoim ciepłym oddechem.
-Czy mógłbyś położyć te ręce w jednym miejscu?- próbowałam go zgasić, nie reagując na jego zaczepki.
-Na przykład tutaj?-zapytał niewinnym tonem.
Po chwili poczułam nacisk jego dłoni na moich pośladkach. Delikatnie przycisnął mnie do siebie. Wspomnienia powróciły, świat znowu oszalał.
- Jeśli nie zabierzesz rąk z mojego tyłka, to przez najbliższy miesiąc będziesz miał przerwę w graniu i trenowaniu.
Przesunął je tylko o kilka centymetrów. W tej samej sekundzie poczułam na szyi jego usta. Wypalały ślad na mojej skórze. Zdjęłam moje ramiona z jego szyja i położyłam je na jego tors z zamiarem odepchnięcia go. Wszystko zmieniło się, gdy zaczął mnie całować. Zacisnęłam dłonie na jego koszulce, aby nie mógł się odsunąć ode mnie nawet na milimetr. Całował, a ja rozpadałam się na malutkie kawałki. Gdy przerwał z moich ust wydobył się jęk zawodu. Lekko uszczypnął mnie w ucho i szepnął:
-Odwlekasz coś, co jest nieuchronne. Będziesz moja.
Odskoczyłam od niego jak oparzona i rozpychając ludzi pobiegłam prostu do baru. Musiałam się czegoś napić.
Rozdział strasznie wymęczony.
Z dedykacją dla Biustusia! ;* <3
-Jeśli natychmiast mnie nie nakarmisz to padnę z głodu- oznajmiła mi Dodzia wsiadając do samochodu- zawieź mnie tam gdzie podają dużo smacznego jedzenia. A potem szybko uciekamy do domu szykować się na wielki podryw- przypomniała mi.
Niepotrzebnie. Również nie mogłam doczekać się wieczornego wyjścia. Nie potrafię sobie przypomnieć kiedy ostatnio byłam w klubie, więc odliczałam godziny do nadejścia wieczoru.
- Dorota? Mam szczerą nadzieję, że przywiozłaś mi tę moją koronkową, mała-czarną? Sukienkę, którą mi bezczelnie zabrałaś bez pytania?- zapytałam z groźbą w głosie otwierając drzwi do mieszkania- zabiję Cię jeśli zapomniałaś.
-Od razu zabrałaś!- oburzyła się moja kochana siostra- po prostu pożyczyłam sobie. Byłam pewna, że bez problemu mi ja dasz, a po za tym nie chciałam Ci przeszkadzać, byłaś wtedy taka zajęta. I tak nie miałaś gdzie i kiedy jej założyć. Teraz też nie bardzo pasuję do Twojego miejsca pracy. Twoi współpracownicy nie mogliby skupić się na pracy, no wiesz: ta przezroczysta, czarna koronka, kuszący dekolt, odsłonięte nogi...
-Dorota! To moja sukienka i jej miejsce jest w mojej szafie, nawet jeśli założę ją raz na rok. Nie będziesz śmiać się z moich ubrań, które zakładam do pracy. Doskonale wiesz, że tam obowiązują mnie pewne reguły a jedną z nich jest spódnica w kolano a nie odsłaniająca jak najwięcej się da. A moja mała-czarna nadaję się idealnie na dzisiejszy wieczór. A propos wieczoru, kąpię się pierwsza!- krzyknęłam i wpadłam do łazienki.
Chciałam zemścić się na Dorocie i kąpać się jak najdłużej, ale mając włosy prawie do pasa, nie mogłam ich wysuszyć w ciągu 10 minut. Zgarnęłam odżywkę, kokosowy balsam do ciała i łaskawie udostępniłam małej złodziejce łazienkę. Długo rozczesywałam włosy, starannie rozdzielając pasmo od pasma. Były moją dumą- długie, mocne, naturalnie brązowe. Do pracy układałam z nich koka lub warkocz, prawie nigdy nie chodziłam w rozpuszczonych, to było niepraktyczne. Dzisiaj postanowiłam zaszaleć. Starannie nałożyłam makijaż, malując się o wiele odważniej niż zwykle. Podeszłam do szafy z zamiarem wybrania bielizny. W oczy rzucił mi się komplet, który dostałam od przyjaciółek na ostatnie urodziny: dół składał się z trzech czarnych paseczków, a biustonosz z gąbki, koronki i niczego więcej. Nie zasłaniał nawet połowy piersi. Nie miałam go nigdy na sobie, a dzisiejsze wyjście było idealne na jego debiut. Szybko wciągnęłam na siebie sukienkę i poszłam pogonić Dorotę. Byłam ogromnie zaskoczona, kiedy wyszła z łazienki w pełni przygotowana. Perfumy, kurteczka i można wychodzić.
-Czy Ty zawsze musisz chodzić schodami? Mieszkasz na 9 piętrze!- Dodzia rozpoczęła po raz kolejny narzekać- normalni ludzie jeżdżą windą. To takie urządzenie, które wozi ludzi w górę i w dół, jakbyś nie wiedziała. Ta z waszego bloku działa bez zarzutu.
-No nie powiedziałabym tego. Już raz się zepsuła jak nią jechałam, więcej nie zamierzam korzystać z jej usług- powiedziałam zeskakując ze schodów na podest.- Doskonale wiesz, że nie przepadam za windami, po prostu nie mogę i już. A po za tym chodzenie schodami jest zdrowsze.
- Nie na 9 piętro, to nie jest zdrowie- to jest sadomasochizm!- śmiała się ze mnie.
- Jeśli nie przestaniesz się ze mnie śmiać, to spędzisz cudowny wieczór przed komputerem z tabliczką czekolady kokosowej.- zagroziłam jej, bo nie mogłam już słuchać jej docinków.
-Masz czekoladę i nic mi wcześniej nie powiedziałaś?!
-Spokojnie, nie bulwersuj się- teraz to ja miałam powód do śmiechu- dostaniesz ją jutro jak będziesz grzeczna.
-Trzymam Cię za słowo, a teraz powiedz mi gdzie mnie zabierasz?
- Klub Grand. Z tego co mówią ludzie z kancelarii- to najlepsze miejsce w Rzeszowie.
-Prawie jak nasz Grand Hotel! - zaczęła się śmiać.
Dobry humor nie opuszczał nas przez całą drogę. Przed klubem kłębił się tłum osób, choć była dopiero 21. Musiałyśmy odstać swoje w kolejce, a swoje pierwsze kroki skierowałyśmy do baru.
- Dwie setki czystej- złożyłam zamówienie u barmana. "Jak za starych, dawnych czasów"- pomyślałam. Na imprezie tylko czysta. Gdy podnosiłam kieliszek do ust, poczułam, że ktoś mnie dotyka moje ramie. Odwróciłam się i zobaczyłam moich znajomych z pracy: Marka i Jarka.
-Wygrałem zakład! - oznajmił mi uśmiechnięty od ucha do ucha Jarek- Marek nie mógł uwierzyć, że to Ty stoisz przy barze i pijesz wódkę.
-W pracy wyglądasz zupełnie inaczej- bronił się Marek- jeśli miałbym obstawiać, to w barze piłabyś drinka z palemką a nie czystą. A dla jasności, teraz podobasz mi się o wiele bardziej.
-A co na to Twoja narzeczona?- zapytałam go wiedząc, że Jagoda jest zazdrosna o każde jego spojrzenie na inną kobietę.
- Nie musi o tym wiedzieć.- uśmiechnął się i złożył zamówienie.
Wypiliśmy razem i razem z Dorotą poszłyśmy na parkiet. Po chwili dołączyli do nas nasi "kompani od kieliszka".
Taniec to jest mój żywioł, pozwala oderwać mi się od rzeczywistości, sprawia, że zapominam o problemach, że liczy się tylko chwila obecna. Wyobrażam sobie, że jestem sama na sali, nikt mnie nie widzi, czysty odlot. Mijały kolejne minuty, moje ciało wibrowało od muzyki. Po kilku piosenkach Marek zabrał nas na kolejną kolejkę. Gdy przełykałam gorzki płyn, Dorota pokazała mi na migi, abym się odwróciła. Gdy to zrobiłam, ujrzałam stojących w wejściu Rafała Buszka, Grzegorza Kosoka oraz ... Jochena Schopsa. O mało się nie udławiłam. Po krótkiej interwencji zaczęłam normalnie oddychać. W akcie desperacji wypiłam kolejną setkę i pociągnęłam Jarka na parkiet.
Był dobrym tancerzem, to ja co chwile deptałam go po stopach, myliłam krok. Mimowolnie wzrokiem szukałam Jochena. Zła sama na siebie, przeprosiłam kolegę i poszłam do łazienki, a po drodze zauważyłam, że Dorota dobrze bawi się z Markiem. Szybko poprawiłam makijaż. gdy wychodziłam, chowając szminkę do torebki, zderzyłam się z czymś wielkim, twardym i cudownie pachnącym. Nie musiałam podnosić wzorku, aby wiedzieć kto to był.
-Nie mogę nawet wyjść do klubu, aby Ciebie nie spotkać! Niedługo będę bała się otworzyć szafę lub lodówkę, abyś z niej nagle nie wyskoczył.- nie dałam mu dojść do słowa.
-Nie chcę nic mówić, ale to ty cały czas na mnie wpadasz, a nawet chodzisz na moje mecze- Jochen nie pozostawał mi dłużny,
-Byłam na meczu Asseco Resovii ze Skrą Bełchatów a nie Jochena Schopsa ze Skrą.- powiedziałam próbując go ominąć.
-Znowu uciekasz. Boisz się mnie?- dalej mnie prowokował.
-Nikogo się nie boję, a na pewno nie Ciebie.-parsknęłam.
-Zatańcz ze mną.
Te trzy słowa sprawiły, że ugięły się pode mną nogi. Nie chciałam z nim tańczyć, nie chciałam, aby on mnie dotykał, nie chciałam czuć jego zapachu. Nie chciałam, żeby był.
Ale bardziej nie chciałam przegrać tej małej "rywalizacji". Chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam w stronę parkietu. W tym momencie cały świat był przeciwko mnie. Z głośników popłynęła wolna i nastrojowa piosenka Adele i prawie wszyscy ludzie z klubu zapragnęli do niej tańczyć.
-Poczekaj, muszę sprawdzić gdzie jest Dorota- próbowałam się wymigać.
-Tańczy z chłopakiem, z którym stałyście przy barze, nie martw się.- uspokoił mnie- możesz spokojnie przetańczyć ze mną całą noc.
Delikatnie przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich plecach. Przez kilka sekund stał z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, więc Jochen złapał moje nadgarstki i ułożył je na swojej szyi.
-Nie udawaj, że nie potrafisz tańczyć, przecież widziałem próbkę Twoich możliwości w Twoim mieszkaniu-szepnął mi do ucha.
Automatycznie na moich policzkach pojawił się rumieniec. A Schops błądził dłońmi po moich plecach, palcami muskał moje żebra, kręgosłup...
-Jesteś taka szczupła, że mógłbym z łatwością policzyć Twoje żebra- nadal owiewał mi ucho swoim ciepłym oddechem.
-Czy mógłbyś położyć te ręce w jednym miejscu?- próbowałam go zgasić, nie reagując na jego zaczepki.
-Na przykład tutaj?-zapytał niewinnym tonem.
Po chwili poczułam nacisk jego dłoni na moich pośladkach. Delikatnie przycisnął mnie do siebie. Wspomnienia powróciły, świat znowu oszalał.
- Jeśli nie zabierzesz rąk z mojego tyłka, to przez najbliższy miesiąc będziesz miał przerwę w graniu i trenowaniu.
Przesunął je tylko o kilka centymetrów. W tej samej sekundzie poczułam na szyi jego usta. Wypalały ślad na mojej skórze. Zdjęłam moje ramiona z jego szyja i położyłam je na jego tors z zamiarem odepchnięcia go. Wszystko zmieniło się, gdy zaczął mnie całować. Zacisnęłam dłonie na jego koszulce, aby nie mógł się odsunąć ode mnie nawet na milimetr. Całował, a ja rozpadałam się na malutkie kawałki. Gdy przerwał z moich ust wydobył się jęk zawodu. Lekko uszczypnął mnie w ucho i szepnął:
-Odwlekasz coś, co jest nieuchronne. Będziesz moja.
Odskoczyłam od niego jak oparzona i rozpychając ludzi pobiegłam prostu do baru. Musiałam się czegoś napić.
Z dedykacją dla Biustusia! ;* <3
Subskrybuj:
Posty (Atom)