czwartek, 4 kwietnia 2013

Dyskoteka gra.

Nie pamiętam tego meczu. Nie jestem w stanie powiedzieć, która drużyna wygrała poszczególne sety, w jakim stosunku punktów. Nie patrzyłam na tablicę wyników, chciałam aby to doskonałe widowisko trwało jak najdłużej. Znakomita gra obu zespołów, głośny i wspaniały doping rzeszowskich kibiców sprawił, że z ogromnym żalem opuszczałam halę po zakończonym tie-breakiem meczu. Ku radości Doroty ( i troszkę mojej, chociaż jestem wierną fanka Zaksy Kędzierzyn Koźle)  Asseco Resovia odniosła w tym sezonie swoje pierwsze zwycięstwo na Skrą Bełchatów. To, co działo się po ostatnim gwizdku sędziego nie da się opisać. Cieszyłam się jakby co najmniej wygrali Ligę Mistrzów, a nie jeden z pierwszych meczów rundy zasadniczej i to za dwa punkty. Oklaskiwałam jak szalona każdy zdobyty punkt Resovii, a gdy na boisku pojawił się Jochen Schops natychmiast przed oczami pojawiło się wspomnienie, w którym jego ręce były zajęte czymś zupełnie innym niż umieszczeniem piłki w pomarańczowym polu. Na moich policzkach momentalnie pojawił się rumieniec, który szybko został zauważony przez Dorotę. Wbiłam wzrok w mój telefon, który wydał mi się najbardziej interesującym urządzeniem na świecie. Moja mina musiała ją odstraszyć, bo nie skomentowała nawet słowem mojego dziwnego zachowania. Gdy Schops odbierał statuetkę MVP przeszukiwałam moja torebkę z taka intensywnością jakby od jej zawartości zależało moje życie. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego się tak zachowywałam, to było silniejsze ode mnie. Nie chciałam pokazać, że on jest dla mnie interesujący, że wzbudza we mnie jakiekolwiek uczucia. Mimo że o zdarzeniu w kuchni nie mógł wiedzieć nikt spośród 5 tysięcy osób będących w hali, to miałam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy, obserwuje.
 
  -Jeśli natychmiast mnie nie nakarmisz to padnę z głodu- oznajmiła mi Dodzia wsiadając do samochodu- zawieź mnie tam gdzie podają dużo smacznego jedzenia. A potem szybko uciekamy do domu szykować się na wielki podryw- przypomniała mi.
Niepotrzebnie. Również  nie mogłam doczekać się wieczornego wyjścia. Nie potrafię sobie przypomnieć kiedy ostatnio  byłam w klubie, więc odliczałam godziny do nadejścia wieczoru.
  - Dorota? Mam szczerą nadzieję, że przywiozłaś mi tę moją koronkową, mała-czarną? Sukienkę, którą mi bezczelnie zabrałaś bez pytania?- zapytałam z groźbą w głosie otwierając drzwi do mieszkania- zabiję Cię jeśli zapomniałaś.
  -Od razu zabrałaś!- oburzyła się moja kochana siostra- po prostu pożyczyłam sobie. Byłam pewna, że bez problemu mi ja dasz, a po za tym nie chciałam Ci przeszkadzać, byłaś wtedy taka zajęta. I tak nie miałaś  gdzie i kiedy jej założyć. Teraz też nie bardzo pasuję do Twojego miejsca pracy. Twoi współpracownicy nie mogliby skupić się na pracy,  no wiesz: ta przezroczysta, czarna koronka, kuszący dekolt, odsłonięte nogi...
  -Dorota! To moja sukienka i jej miejsce jest w mojej szafie, nawet jeśli założę ją raz na rok. Nie będziesz śmiać się z moich ubrań, które zakładam do pracy. Doskonale wiesz, że tam obowiązują mnie pewne reguły a jedną z nich jest spódnica w kolano a nie odsłaniająca jak najwięcej się da. A moja mała-czarna nadaję się idealnie na dzisiejszy wieczór. A propos wieczoru, kąpię się pierwsza!- krzyknęłam i wpadłam do łazienki.
 Chciałam zemścić się na Dorocie i kąpać się jak najdłużej, ale mając włosy prawie do pasa,  nie mogłam ich wysuszyć w ciągu 10 minut. Zgarnęłam odżywkę, kokosowy balsam do ciała i łaskawie udostępniłam małej złodziejce łazienkę. Długo rozczesywałam włosy, starannie rozdzielając pasmo od pasma. Były moją dumą- długie, mocne, naturalnie brązowe. Do pracy układałam z nich koka lub warkocz, prawie nigdy nie chodziłam w rozpuszczonych, to było niepraktyczne. Dzisiaj postanowiłam zaszaleć. Starannie nałożyłam makijaż, malując się o wiele odważniej niż zwykle. Podeszłam do szafy z zamiarem wybrania bielizny. W oczy rzucił mi się komplet, który dostałam od przyjaciółek na ostatnie urodziny: dół składał się z trzech czarnych paseczków, a biustonosz z gąbki, koronki i niczego więcej. Nie zasłaniał nawet połowy piersi. Nie miałam go nigdy na sobie, a dzisiejsze wyjście było idealne na jego debiut. Szybko wciągnęłam na siebie sukienkę i poszłam pogonić Dorotę. Byłam ogromnie zaskoczona, kiedy wyszła z łazienki w pełni przygotowana. Perfumy, kurteczka i można wychodzić.
  -Czy Ty zawsze musisz chodzić schodami? Mieszkasz na 9 piętrze!- Dodzia rozpoczęła po raz kolejny narzekać- normalni ludzie jeżdżą windą. To takie urządzenie, które wozi ludzi w górę i w dół, jakbyś nie wiedziała. Ta z waszego bloku działa bez zarzutu.
  -No nie powiedziałabym tego. Już raz się zepsuła jak nią jechałam, więcej nie zamierzam korzystać z jej usług- powiedziałam zeskakując ze schodów na podest.- Doskonale wiesz, że nie przepadam za windami, po prostu nie mogę i już. A po za tym chodzenie schodami jest zdrowsze.
  - Nie na 9 piętro, to nie jest zdrowie- to jest sadomasochizm!- śmiała się ze mnie.
  - Jeśli nie przestaniesz się ze mnie śmiać, to spędzisz cudowny wieczór przed komputerem z tabliczką czekolady kokosowej.- zagroziłam jej, bo nie mogłam już słuchać jej docinków.
  -Masz czekoladę i nic mi wcześniej nie powiedziałaś?!
  -Spokojnie, nie bulwersuj się- teraz to ja miałam powód do śmiechu- dostaniesz ją jutro jak będziesz grzeczna.
  -Trzymam Cię za słowo, a teraz powiedz mi gdzie mnie zabierasz?
  - Klub Grand. Z tego co mówią ludzie z kancelarii- to najlepsze miejsce w Rzeszowie.
  -Prawie jak nasz Grand Hotel! - zaczęła się śmiać.

Dobry humor nie opuszczał nas przez całą drogę. Przed klubem kłębił się tłum osób, choć  była dopiero 21. Musiałyśmy odstać swoje w kolejce, a swoje pierwsze kroki skierowałyśmy do baru.
  - Dwie setki czystej- złożyłam zamówienie u barmana. "Jak za starych, dawnych czasów"- pomyślałam. Na imprezie tylko czysta. Gdy podnosiłam kieliszek do ust, poczułam, że ktoś mnie dotyka moje ramie. Odwróciłam się i zobaczyłam moich znajomych z pracy: Marka i Jarka.
  -Wygrałem zakład! - oznajmił mi uśmiechnięty od ucha do ucha Jarek- Marek nie mógł uwierzyć, że to Ty stoisz przy barze i pijesz wódkę.
  -W pracy wyglądasz zupełnie inaczej- bronił się Marek- jeśli miałbym obstawiać, to w barze piłabyś drinka z palemką a nie czystą. A dla jasności, teraz podobasz mi się o wiele bardziej.
  -A co na to Twoja narzeczona?- zapytałam go wiedząc, że Jagoda jest zazdrosna o każde jego spojrzenie na inną kobietę.
  - Nie musi o tym wiedzieć.- uśmiechnął się i złożył zamówienie.
Wypiliśmy razem i razem z Dorotą poszłyśmy na parkiet. Po chwili dołączyli do nas nasi "kompani od kieliszka".
Taniec to jest mój żywioł, pozwala oderwać mi się od rzeczywistości, sprawia, że zapominam o problemach, że liczy się tylko chwila obecna. Wyobrażam sobie, że jestem sama na sali, nikt mnie nie widzi, czysty odlot. Mijały kolejne minuty, moje ciało wibrowało od muzyki. Po kilku piosenkach Marek zabrał nas na kolejną kolejkę. Gdy przełykałam gorzki płyn, Dorota pokazała mi na migi, abym się odwróciła. Gdy to zrobiłam, ujrzałam stojących w wejściu Rafała Buszka, Grzegorza Kosoka oraz ... Jochena Schopsa. O mało się nie udławiłam. Po krótkiej interwencji zaczęłam normalnie oddychać. W akcie desperacji wypiłam kolejną setkę i  pociągnęłam Jarka na parkiet.
Był dobrym tancerzem, to ja co chwile deptałam go po stopach, myliłam krok. Mimowolnie wzrokiem szukałam Jochena. Zła sama na siebie, przeprosiłam kolegę i poszłam do łazienki, a po drodze zauważyłam, że Dorota dobrze bawi się z Markiem. Szybko poprawiłam makijaż. gdy wychodziłam, chowając szminkę do torebki, zderzyłam się z czymś wielkim, twardym i cudownie pachnącym. Nie musiałam podnosić wzorku, aby wiedzieć kto to był.
 -Nie mogę nawet wyjść do klubu, aby Ciebie nie spotkać! Niedługo będę bała się otworzyć szafę lub lodówkę, abyś z niej nagle nie wyskoczył.- nie dałam mu dojść do słowa.
  -Nie chcę nic mówić, ale to ty cały czas na mnie wpadasz, a nawet chodzisz  na moje mecze- Jochen nie pozostawał mi dłużny,
  -Byłam na meczu Asseco Resovii ze Skrą Bełchatów a nie Jochena Schopsa ze Skrą.- powiedziałam próbując go ominąć.
  -Znowu uciekasz. Boisz się mnie?- dalej mnie prowokował.
  -Nikogo się nie boję, a na pewno nie Ciebie.-parsknęłam.
  -Zatańcz ze mną.
Te trzy słowa sprawiły, że ugięły się pode mną nogi. Nie chciałam z nim tańczyć, nie chciałam, aby on mnie dotykał, nie chciałam czuć jego zapachu. Nie chciałam, żeby był.
Ale bardziej nie chciałam przegrać tej małej "rywalizacji". Chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam w stronę parkietu. W tym momencie cały świat był przeciwko mnie. Z głośników popłynęła wolna i nastrojowa piosenka Adele i prawie wszyscy ludzie z klubu zapragnęli do niej tańczyć.
  -Poczekaj, muszę sprawdzić gdzie jest Dorota- próbowałam się wymigać.
  -Tańczy z chłopakiem, z którym stałyście przy barze, nie martw się.- uspokoił mnie- możesz spokojnie przetańczyć ze mną całą noc.
Delikatnie przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich plecach. Przez kilka sekund stał z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, więc Jochen złapał moje nadgarstki i ułożył je na swojej szyi.
  -Nie udawaj, że nie potrafisz tańczyć, przecież widziałem próbkę Twoich możliwości w Twoim mieszkaniu-szepnął mi do ucha.
Automatycznie na moich policzkach pojawił się rumieniec. A Schops błądził dłońmi po moich plecach, palcami muskał moje żebra, kręgosłup...
  -Jesteś taka szczupła, że mógłbym z łatwością policzyć Twoje żebra- nadal owiewał mi ucho swoim ciepłym oddechem.
  -Czy mógłbyś położyć te ręce w jednym miejscu?- próbowałam go zgasić, nie reagując na jego zaczepki.
  -Na przykład tutaj?-zapytał niewinnym tonem.
Po chwili poczułam nacisk jego dłoni na moich pośladkach. Delikatnie przycisnął  mnie do siebie. Wspomnienia powróciły, świat znowu oszalał.
  - Jeśli nie zabierzesz rąk z mojego tyłka, to przez najbliższy miesiąc będziesz miał przerwę w graniu i trenowaniu.
Przesunął je tylko o kilka centymetrów. W tej samej sekundzie poczułam na szyi jego usta. Wypalały ślad na mojej skórze. Zdjęłam moje ramiona z jego szyja i położyłam je na jego tors z zamiarem odepchnięcia go. Wszystko zmieniło się, gdy zaczął mnie całować. Zacisnęłam dłonie na jego koszulce, aby nie mógł się odsunąć ode mnie nawet na milimetr. Całował, a ja rozpadałam się na malutkie kawałki. Gdy przerwał z moich ust wydobył się jęk zawodu. Lekko uszczypnął mnie w ucho i szepnął:
  -Odwlekasz coś, co jest nieuchronne. Będziesz moja.
Odskoczyłam od niego jak oparzona i rozpychając ludzi pobiegłam prostu do baru. Musiałam się czegoś napić.





Rozdział strasznie wymęczony.
Z dedykacją dla Biustusia! ;* <3

















2 komentarze:

  1. Krysiaaaa! Jak ja Cię kocham! Jak łydki Jochena! Boszeboszeboszebosze wzięliby się w końcu ogarnęli. Schops chce jej a ona chce jego, tylko za cholerę się do tego nie przyzna.
    To ja na kolejny czekam niecierpliwie i dziękuję za dedykację. :D
    (Mam cichą nadzieję, że będziemy mogli być świadkami sceny erotycznej... 3:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biustuś, w tym cały problem, aby oboje chcieli siebie jednocześnie. Wracam do domu, a tam nie ma atmosfery do pisania scen erotycznych ;)

      a tak na serio to już niedługo ;)

      Usuń