środa, 17 kwietnia 2013

I need your love.

   -Czysta.- zamówiłam u barmana napój wieczoru. Miałam nadzieję, że alkohol będzie potrafił wypalić myśli z mojej głowy tak szybko, jak wypala mój przełyk. Nie obawiałam się jutrzejszego kaca. Miałam na niego wielokrotnie sprawdzony patent- kilka kilometrów w nogach i zero dolegliwości. Najgorzej jest się ruszyć, potem jest już tylko lepiej. "Bałam się tylko siebie i tego co mogłabym zrobić, gdybym została z nim na parkiecie.  Nie panuje nad sobą, nad swoimi emocjami, postępowaniem. Jeden jego dotyk, a zapominam o wszystkim, czego postanowiłam nie robić. Mózg zamienia się w spaghetti, a nogi w galaretę. Nie wiem co on w sobie ma, czym mnie tak intryguje, co sprawię, że mam ochotę zaciągnąć Go do łóżka i nie wypuszczać przez co najmniej tydzień. Jochen jest dla mnie zagadką, kinder-niespodzianką, ale nie jestem pewna czy chcę pozbawiać go opakowania."
Moje erotyczno-alkoholowe rozmyślania przerwał Jarek.
  -Taka piękna kobieta, a spędza wieczór samotnie pijąc wódkę. Przybyłam, wprawdzie nie na białym rumaku, aby Cię uratować. Barman! Wódka dla mnie!- krzyknął w jego kierunku. Najwidoczniej był częstym bywalcem tego klubu, bo po chwili pojawiła się przed nim półlitrowa butelka- nasza księżniczka nie może pić sama, skoro jej niemiecki książę woli pić piwo-  z uśmiechem kota z bajki "Alicja w krainie czarów" napełnił mi mój kieliszek.
  -Nie rozumiem, co masz na myśli- zdezorientowana patrzyłam na niego- jaki książę?
Nie odpowiedział.Wskazał tylko palcem Schopsa, który w geście pozdrowienia uniósł swoje piwo i wygiął swoje pełne usta w coś, co z pewnością nazywa się najbardziej bezczelnym uśmiechem na świecie.
  -To nie jest mój książę. Jestem wyzwoloną księżniczką. Wyjdę za mąż tylko wtedy, gdy debet na moim koncie przekroczy zero bezwzględne- alkohol zaczynam powoli działać.
  - Małżeństwo to nie tylko forsa, są jeszcze inne przyjemności. Jesteś wystarczająco dużą dziewczynką, więc nie będę Ci tego tłumaczyć. Z tego co widziałem, to  Niemiec oprócz dużej kasy ma również predyspozycję do innych czynności.- nabijał się ze mnie bezlitośnie.
  -I to mówi 35-letni kawaler.- próbowałam zmieniać temat.
  -No wiesz, forsę mam, więc cała reszta nie jest mi potrzebna. Żona przyjdzie z czasem, nazwisko trzeba przedłużyć- powiedział nalewając kolejna kolejkę.
  -Wiedziałam, że jesteś cynikiem, ale materialista? To dla mnie nowość.- zaskoczona uniosłam wysoko brwi.
  -Hej! Nie marszcz czoła, bo nawet Niemiec Cię nie zechcę- Jarek wybuchnął śmiechem.
  -Hej!- krzyknęłam do niego podobnym tonem- udam, że tego nie słyszałam. Moje czoło jest gładkie jak pupcia niemowlaczka.
  -Dawno nie miałem do czynienia z małymi dziećmi, ale jeśli Twoja pupcia jest tak samo seksowna jak Twoje czoło, to nie dziwię się dlaczego Schops zaciskał na niej swoje łapska.
  - Seksowne czoło? Nowy rodzaj fetyszu? Pierwsze słyszę.- nie chciałam się wciągnąć w rozmowę na temat Jochena.
  -Za krótko żyjesz na tym świecie dziecinko. A teraz radziłbym poszukać Marka i Doroty. Twoja młodziutka siostra musiała porządnie zawrócić mu w głowie, skoro zapomniał o tej swojej nawiedzonej narzeczonej. Jeśli się nie opamięta i nie przestanie myśleć dolną częścią ciała, to wyleci z roboty szybciej niż zdąży wytrzeźwieć, a Ty razem z nim. Ot, tak dla poprawy humoru Jagodzi.
 Na śmierć zapomniałam o Dorocie. Taniec z Jochenem tak bardzo wytrącił mnie z równowagi, że powrót do niej wymagał morza wódki. O siostrze nie myślałam. Zerwałam się ze stołka targana wyrzutami sumienia. Wypity alkohol sprawił, że podłoga falowała a nogi przestały mnie słuchać. Złapałam się  blatu, a podłoga  nadal była  niespokojna, tym samym perspektywa powrotu do mieszkania stała się nadzwyczaj ciekawa.  Na szczęście Dodzia sama się odnalazła.
  -Nic  nie mów, bo będziesz skazana na samotny powrót. A Twój obecny stan nie wskazuję na to, że poradzisz sobie sama.- młoda była bezlitosna.
  -Po pierwsze- Twoja groźba jest bez pokrycia- sama trafię do domu. Po drugie- nie jestem pijana. Po trzecie- ja mam klucze do mieszkania. Po czwarte- Marek ma narzeczoną. Po piąte- narzeczona Marka to córka mojego przełożonego. Po szóste- Jeśli jesteś przynajmniej w połowie tak inteligentna jak ja, to domyślisz się, jaki będzie jej pierwszy ruch, po tym jak dowie się czyją siostrą jesteś. A teraz wypiję jeszcze jedną kolejkę i grzecznie możemy wracać do mieszkania.- zrobiłam idealny obrót i z gracją usiadłam na stołku.
  -Nie wiem czy to dobry pomysł.- usłyszałam wygłoszoną sceptycznym tonem opinie.
  -Co nie jest dobrym pomysłem? Wódka czy powrót do domu?
  -Sama odpowiedz sobie na to pytanie. A teraz  napije się z Wami, bo czuję, że czeka nas długa noc, więc wsparcie alkoholu się przyda.
 Dorota zna mnie od 20 lat. Wie, że szybko się upijam, szybko trzeźwieję, biegam na kacu i tańczę po pijaku.

W niedzielny, niezwykle wczesny poranek obudziło mnie słońce. Pierwsze, co zauważyła, to brak piżamy. Potem moja wątroba zaczęła wołać o pomstę do nieba, więc zmobilizowałam wszystkie swoje siły, swoją drogą skromne rezerwy moich sił, i poszłam do kuchni po gorzką herbatę. Na podłodze przedpokoju zauważyłam moją sukienkę, a na półce brakowało jednej szpilki.
  -Śpiąca Królewna wstała. A może powinnam powiedzieć Kopciuszek?- usłyszałam radosny głos za moimi plecami.
  -Witam. Nie wiem o co Ci chodzi, ale mam nadzieję, że wytłumaczysz mi to jak wrócę po bieganiu.

Szybko ogarnęłam się w łazience i ubrałam odpowiednie buty. Moja wątroba na widok schodów boleśnie zaprotestowała przeciwko takim praktykom. Zacisnęłam zęby i wolno, nóżka za nóżką zaczęłam w żółwim tempie schodzić na parter. Skręciłam w lewo, potem w prawo, w lewo, aż w końcu kompletnie straciłam orientację. Słabo znałam Rzeszów. Nie przejmowałam się tym, dalej biegłam. Z każdym pokonanym  krokiem poruszałam się coraz szybciej, a  w głowie kołatała mi się jedna myśl: "Będziesz moja". Nie mogłam o tym zapomnieć. Te dwa słowa wybijały rytm mojego biegu:  "Bę-dziesz mo-ja, bę-dziesz mo-ja". Zatrzymałam się przy Wisłoku, oparłam ręce o kolana i próbowałam uspokoić szybko bijące serce i oddech. Postanowiłam wracać do domu. Obiecałam Dorocie zakupy i dobry obiad. A po za tym muszę wyciągnąć od niej co się wczoraj działo po wyjściu z klubu, bo za cholerę nic nie pamiętam. Po prostu czarna dziura! Przypominam sobie  jak wychodziłam z klubu, potem długo, długo nic i dopiero dzisiejszy poranek. Czas wracać i zrobić delikatny wywiad.






















czwartek, 4 kwietnia 2013

Dyskoteka gra.

Nie pamiętam tego meczu. Nie jestem w stanie powiedzieć, która drużyna wygrała poszczególne sety, w jakim stosunku punktów. Nie patrzyłam na tablicę wyników, chciałam aby to doskonałe widowisko trwało jak najdłużej. Znakomita gra obu zespołów, głośny i wspaniały doping rzeszowskich kibiców sprawił, że z ogromnym żalem opuszczałam halę po zakończonym tie-breakiem meczu. Ku radości Doroty ( i troszkę mojej, chociaż jestem wierną fanka Zaksy Kędzierzyn Koźle)  Asseco Resovia odniosła w tym sezonie swoje pierwsze zwycięstwo na Skrą Bełchatów. To, co działo się po ostatnim gwizdku sędziego nie da się opisać. Cieszyłam się jakby co najmniej wygrali Ligę Mistrzów, a nie jeden z pierwszych meczów rundy zasadniczej i to za dwa punkty. Oklaskiwałam jak szalona każdy zdobyty punkt Resovii, a gdy na boisku pojawił się Jochen Schops natychmiast przed oczami pojawiło się wspomnienie, w którym jego ręce były zajęte czymś zupełnie innym niż umieszczeniem piłki w pomarańczowym polu. Na moich policzkach momentalnie pojawił się rumieniec, który szybko został zauważony przez Dorotę. Wbiłam wzrok w mój telefon, który wydał mi się najbardziej interesującym urządzeniem na świecie. Moja mina musiała ją odstraszyć, bo nie skomentowała nawet słowem mojego dziwnego zachowania. Gdy Schops odbierał statuetkę MVP przeszukiwałam moja torebkę z taka intensywnością jakby od jej zawartości zależało moje życie. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego się tak zachowywałam, to było silniejsze ode mnie. Nie chciałam pokazać, że on jest dla mnie interesujący, że wzbudza we mnie jakiekolwiek uczucia. Mimo że o zdarzeniu w kuchni nie mógł wiedzieć nikt spośród 5 tysięcy osób będących w hali, to miałam wrażenie, że każdy się na mnie patrzy, obserwuje.
 
  -Jeśli natychmiast mnie nie nakarmisz to padnę z głodu- oznajmiła mi Dodzia wsiadając do samochodu- zawieź mnie tam gdzie podają dużo smacznego jedzenia. A potem szybko uciekamy do domu szykować się na wielki podryw- przypomniała mi.
Niepotrzebnie. Również  nie mogłam doczekać się wieczornego wyjścia. Nie potrafię sobie przypomnieć kiedy ostatnio  byłam w klubie, więc odliczałam godziny do nadejścia wieczoru.
  - Dorota? Mam szczerą nadzieję, że przywiozłaś mi tę moją koronkową, mała-czarną? Sukienkę, którą mi bezczelnie zabrałaś bez pytania?- zapytałam z groźbą w głosie otwierając drzwi do mieszkania- zabiję Cię jeśli zapomniałaś.
  -Od razu zabrałaś!- oburzyła się moja kochana siostra- po prostu pożyczyłam sobie. Byłam pewna, że bez problemu mi ja dasz, a po za tym nie chciałam Ci przeszkadzać, byłaś wtedy taka zajęta. I tak nie miałaś  gdzie i kiedy jej założyć. Teraz też nie bardzo pasuję do Twojego miejsca pracy. Twoi współpracownicy nie mogliby skupić się na pracy,  no wiesz: ta przezroczysta, czarna koronka, kuszący dekolt, odsłonięte nogi...
  -Dorota! To moja sukienka i jej miejsce jest w mojej szafie, nawet jeśli założę ją raz na rok. Nie będziesz śmiać się z moich ubrań, które zakładam do pracy. Doskonale wiesz, że tam obowiązują mnie pewne reguły a jedną z nich jest spódnica w kolano a nie odsłaniająca jak najwięcej się da. A moja mała-czarna nadaję się idealnie na dzisiejszy wieczór. A propos wieczoru, kąpię się pierwsza!- krzyknęłam i wpadłam do łazienki.
 Chciałam zemścić się na Dorocie i kąpać się jak najdłużej, ale mając włosy prawie do pasa,  nie mogłam ich wysuszyć w ciągu 10 minut. Zgarnęłam odżywkę, kokosowy balsam do ciała i łaskawie udostępniłam małej złodziejce łazienkę. Długo rozczesywałam włosy, starannie rozdzielając pasmo od pasma. Były moją dumą- długie, mocne, naturalnie brązowe. Do pracy układałam z nich koka lub warkocz, prawie nigdy nie chodziłam w rozpuszczonych, to było niepraktyczne. Dzisiaj postanowiłam zaszaleć. Starannie nałożyłam makijaż, malując się o wiele odważniej niż zwykle. Podeszłam do szafy z zamiarem wybrania bielizny. W oczy rzucił mi się komplet, który dostałam od przyjaciółek na ostatnie urodziny: dół składał się z trzech czarnych paseczków, a biustonosz z gąbki, koronki i niczego więcej. Nie zasłaniał nawet połowy piersi. Nie miałam go nigdy na sobie, a dzisiejsze wyjście było idealne na jego debiut. Szybko wciągnęłam na siebie sukienkę i poszłam pogonić Dorotę. Byłam ogromnie zaskoczona, kiedy wyszła z łazienki w pełni przygotowana. Perfumy, kurteczka i można wychodzić.
  -Czy Ty zawsze musisz chodzić schodami? Mieszkasz na 9 piętrze!- Dodzia rozpoczęła po raz kolejny narzekać- normalni ludzie jeżdżą windą. To takie urządzenie, które wozi ludzi w górę i w dół, jakbyś nie wiedziała. Ta z waszego bloku działa bez zarzutu.
  -No nie powiedziałabym tego. Już raz się zepsuła jak nią jechałam, więcej nie zamierzam korzystać z jej usług- powiedziałam zeskakując ze schodów na podest.- Doskonale wiesz, że nie przepadam za windami, po prostu nie mogę i już. A po za tym chodzenie schodami jest zdrowsze.
  - Nie na 9 piętro, to nie jest zdrowie- to jest sadomasochizm!- śmiała się ze mnie.
  - Jeśli nie przestaniesz się ze mnie śmiać, to spędzisz cudowny wieczór przed komputerem z tabliczką czekolady kokosowej.- zagroziłam jej, bo nie mogłam już słuchać jej docinków.
  -Masz czekoladę i nic mi wcześniej nie powiedziałaś?!
  -Spokojnie, nie bulwersuj się- teraz to ja miałam powód do śmiechu- dostaniesz ją jutro jak będziesz grzeczna.
  -Trzymam Cię za słowo, a teraz powiedz mi gdzie mnie zabierasz?
  - Klub Grand. Z tego co mówią ludzie z kancelarii- to najlepsze miejsce w Rzeszowie.
  -Prawie jak nasz Grand Hotel! - zaczęła się śmiać.

Dobry humor nie opuszczał nas przez całą drogę. Przed klubem kłębił się tłum osób, choć  była dopiero 21. Musiałyśmy odstać swoje w kolejce, a swoje pierwsze kroki skierowałyśmy do baru.
  - Dwie setki czystej- złożyłam zamówienie u barmana. "Jak za starych, dawnych czasów"- pomyślałam. Na imprezie tylko czysta. Gdy podnosiłam kieliszek do ust, poczułam, że ktoś mnie dotyka moje ramie. Odwróciłam się i zobaczyłam moich znajomych z pracy: Marka i Jarka.
  -Wygrałem zakład! - oznajmił mi uśmiechnięty od ucha do ucha Jarek- Marek nie mógł uwierzyć, że to Ty stoisz przy barze i pijesz wódkę.
  -W pracy wyglądasz zupełnie inaczej- bronił się Marek- jeśli miałbym obstawiać, to w barze piłabyś drinka z palemką a nie czystą. A dla jasności, teraz podobasz mi się o wiele bardziej.
  -A co na to Twoja narzeczona?- zapytałam go wiedząc, że Jagoda jest zazdrosna o każde jego spojrzenie na inną kobietę.
  - Nie musi o tym wiedzieć.- uśmiechnął się i złożył zamówienie.
Wypiliśmy razem i razem z Dorotą poszłyśmy na parkiet. Po chwili dołączyli do nas nasi "kompani od kieliszka".
Taniec to jest mój żywioł, pozwala oderwać mi się od rzeczywistości, sprawia, że zapominam o problemach, że liczy się tylko chwila obecna. Wyobrażam sobie, że jestem sama na sali, nikt mnie nie widzi, czysty odlot. Mijały kolejne minuty, moje ciało wibrowało od muzyki. Po kilku piosenkach Marek zabrał nas na kolejną kolejkę. Gdy przełykałam gorzki płyn, Dorota pokazała mi na migi, abym się odwróciła. Gdy to zrobiłam, ujrzałam stojących w wejściu Rafała Buszka, Grzegorza Kosoka oraz ... Jochena Schopsa. O mało się nie udławiłam. Po krótkiej interwencji zaczęłam normalnie oddychać. W akcie desperacji wypiłam kolejną setkę i  pociągnęłam Jarka na parkiet.
Był dobrym tancerzem, to ja co chwile deptałam go po stopach, myliłam krok. Mimowolnie wzrokiem szukałam Jochena. Zła sama na siebie, przeprosiłam kolegę i poszłam do łazienki, a po drodze zauważyłam, że Dorota dobrze bawi się z Markiem. Szybko poprawiłam makijaż. gdy wychodziłam, chowając szminkę do torebki, zderzyłam się z czymś wielkim, twardym i cudownie pachnącym. Nie musiałam podnosić wzorku, aby wiedzieć kto to był.
 -Nie mogę nawet wyjść do klubu, aby Ciebie nie spotkać! Niedługo będę bała się otworzyć szafę lub lodówkę, abyś z niej nagle nie wyskoczył.- nie dałam mu dojść do słowa.
  -Nie chcę nic mówić, ale to ty cały czas na mnie wpadasz, a nawet chodzisz  na moje mecze- Jochen nie pozostawał mi dłużny,
  -Byłam na meczu Asseco Resovii ze Skrą Bełchatów a nie Jochena Schopsa ze Skrą.- powiedziałam próbując go ominąć.
  -Znowu uciekasz. Boisz się mnie?- dalej mnie prowokował.
  -Nikogo się nie boję, a na pewno nie Ciebie.-parsknęłam.
  -Zatańcz ze mną.
Te trzy słowa sprawiły, że ugięły się pode mną nogi. Nie chciałam z nim tańczyć, nie chciałam, aby on mnie dotykał, nie chciałam czuć jego zapachu. Nie chciałam, żeby był.
Ale bardziej nie chciałam przegrać tej małej "rywalizacji". Chwyciłam jego dłoń i pociągnęłam w stronę parkietu. W tym momencie cały świat był przeciwko mnie. Z głośników popłynęła wolna i nastrojowa piosenka Adele i prawie wszyscy ludzie z klubu zapragnęli do niej tańczyć.
  -Poczekaj, muszę sprawdzić gdzie jest Dorota- próbowałam się wymigać.
  -Tańczy z chłopakiem, z którym stałyście przy barze, nie martw się.- uspokoił mnie- możesz spokojnie przetańczyć ze mną całą noc.
Delikatnie przyciągnął mnie do siebie i położył dłonie na moich plecach. Przez kilka sekund stał z rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, więc Jochen złapał moje nadgarstki i ułożył je na swojej szyi.
  -Nie udawaj, że nie potrafisz tańczyć, przecież widziałem próbkę Twoich możliwości w Twoim mieszkaniu-szepnął mi do ucha.
Automatycznie na moich policzkach pojawił się rumieniec. A Schops błądził dłońmi po moich plecach, palcami muskał moje żebra, kręgosłup...
  -Jesteś taka szczupła, że mógłbym z łatwością policzyć Twoje żebra- nadal owiewał mi ucho swoim ciepłym oddechem.
  -Czy mógłbyś położyć te ręce w jednym miejscu?- próbowałam go zgasić, nie reagując na jego zaczepki.
  -Na przykład tutaj?-zapytał niewinnym tonem.
Po chwili poczułam nacisk jego dłoni na moich pośladkach. Delikatnie przycisnął  mnie do siebie. Wspomnienia powróciły, świat znowu oszalał.
  - Jeśli nie zabierzesz rąk z mojego tyłka, to przez najbliższy miesiąc będziesz miał przerwę w graniu i trenowaniu.
Przesunął je tylko o kilka centymetrów. W tej samej sekundzie poczułam na szyi jego usta. Wypalały ślad na mojej skórze. Zdjęłam moje ramiona z jego szyja i położyłam je na jego tors z zamiarem odepchnięcia go. Wszystko zmieniło się, gdy zaczął mnie całować. Zacisnęłam dłonie na jego koszulce, aby nie mógł się odsunąć ode mnie nawet na milimetr. Całował, a ja rozpadałam się na malutkie kawałki. Gdy przerwał z moich ust wydobył się jęk zawodu. Lekko uszczypnął mnie w ucho i szepnął:
  -Odwlekasz coś, co jest nieuchronne. Będziesz moja.
Odskoczyłam od niego jak oparzona i rozpychając ludzi pobiegłam prostu do baru. Musiałam się czegoś napić.





Rozdział strasznie wymęczony.
Z dedykacją dla Biustusia! ;* <3

















środa, 20 marca 2013

niespodzianka.

Jochen ani na chwilę nie przestawał mnie całować. Nie słyszał albo udawał, że nie słyszy minutnika. Złapał mnie  w pasie i bez żadnego problemu podniósł mnie i posadził na blacie. Potem wyciągnął rękę w kierunku stołu i wyłączył brzęczące urządzenie. W tym momencie mikroskopijność mojej kuchni była zaletą. Jego dłonie nie dotykały mnie tylko przez kilka sekund a ja miałam ochotę krzyknąć: "Wracaj szybko do mnie". Jakby czytając w moich myślał przyciągnął mnie mocno do siebie. Jak w transie zaczęłam szarpać się z jego koszulką, chcąc jak najszybciej dotknąć jego nagiej skóry.  Wyręczył mnie i szybkim ruchem zdjął ją i dorzucił do mojego szlafroka. Wpatrywałam się w jego tors jak urzeczona. Przyłożyłam swoją małą dłoń do jego serca. Biło w tak samo szaleńczym tempie jak moje. Nie tylko jego serce było szalone- cały świat zwariował. Zwariowałam ja. Siedzę prawie naga na blacie w mojej kuchni i obściskuję się z facetem, którego znam tylko z telewizji. To nie było w moim stylu. Jochen działał na moje zmysły w sposób, któremu nie mogłam się oprzeć. Wystarczy jeden jego dotyk, a ja stawałam w płomieniach, które tylko on mógł ugasić. Przerażała mnie ta sytuacja. Nie chciałam, żeby powtórzyło się to, co już raz przeszłam. Nie chciałam znowu cierpieć.
Odepchnęłam go od siebie. Przyszło mi to wielkim trudem. Spojrzał na mnie zaskoczony. Wykorzystując jego zdezorientowanie, szybko chwyciłam szlafrok i próbowałam ukryć się przed nim w łazience. Był szybszy. Chwycił mnie za nadgarstek i mocno przytrzymał.
  -O nie, moja droga panno! Tak łatwo mi znowu nie uciekniesz!- jego dotyk po raz kolejny mnie sparaliżował.
  -Puść mnie, zostaw mnie- zaczęłam się wyrywać.
Zaskoczony puścił moją dłoń.
  -Rozumiem, nie bój się. Nie muszę zaciągać siłą dziewczyn do łóżka. Albo na blat- powiedział z aroganckim uśmiechem.- a Ciebie jeszcze przed minutą do niczego zmuszać nie musiałem, sama tego chciałaś.
  -Wyjdź! Wyjdź, zanim zrobię coś, czego będę potem żałować- wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
  -Znowu się na mnie rzucisz czy wykonasz dla mnie erotyczny taniec połączony ze striptizem?- teraz śmiał mi się już prosto w twarz.
Nie mogłam tego znieść. Wiedział, jaki ma na mnie wpływ. Wiedział i bezczelnie to wykorzystywał. Otuliłam się szlafrokiem po samą szyję, podeszłam do drzwi wejściowych i otworzyłam je na całą szerokość. Moje zaskoczenie było wielkie, gdy za drzwiami zobaczyłam moją siostrę Dorotę. Jej zdumienie było jeszcze większe, gdy zobaczyła półnagiego Shopsa  wychodzącego z mojej kuchni.
  -Gdzie masz koszulkę?- niemal warknęłam do niego.
  -Oddasz mi przy okazji- kolejny arogancki uśmiech wypłynął na jego usta.
Zatrzasnęłam za nim drzwi z taką siłą, że zabrzęczała wmontowana w nie szybka.
  -Cześć Dorota. Tak, to był Jochen Schops, tak- mieszka w tym samym bloku co ja, nie- nie wezmę dla Ciebie autografu od niego, nie- nie uprawialiśmy seksu.- odpowiedziałam jednym tchem na pytania, których mi nie zadała, ale wiedziałam, że będzie chciała znać na nie odpowiedź.
  -Widząc to pobojowisko na podłodze, jego nagi tors i Twój wygląd, to mam wrażenie, że skłamałaś mi przynajmniej w jednej sprawie- roześmiała się Dorota.
  -Pozory mylą, on przyszedł tylko po cukier, nie wyobrażaj sobie za dużo.
  -No to chyba bardzo mu osłodziłaś tę wizytę skoro zapomniał go ze sobą zabrać- bezlitośnie wypomniała mi siostra- oj Kryśka coś kręcisz.
  -Koniec! Udaj, że niczego nie widziałaś! To jest nasz weekend. Chodź do mnie- przytuliłam ją mocno- tak dawno Cię nie widziałam.
Tęskniłam za nią, za resztą rodziny, za tą stabilizacją, którą czułam w Lublinie. Za spokojną egzystencją, podczas której nie rzucałam się na facetów jak nimfomanka. W ciągu miesiąca świata zmienił swój bieg, a ja nadal nie wiem czy to mi się podoba.
  -A propos weekendu, mam dla Ciebie niespodziankę- Zwłaszcza po tym co spotkało Cię dzisiejszego dnia- odparła z tajemniczym uśmiechem.
  -Zaczynam się Ciebie bać, ale dobra mów, bo nie wiem czy mam modyfikować moje plany.
  -Bez zbędnych wstępów: mam dwa bilety na mecz Resovii ze Skrą, sektor za ławką zawodników, rząd pierwszy- wyśpiewała mi szczerząc się jak wariatka.
Mecz Resovii i Skry Bełchatów na Podpromiu. Genialne miejsce. Idealny początek weekendu. Od roku nie byłam na żadnym meczu siatkówki, miałam za dużo obowiązków, pracy,  nauki. Transmisję w telewizji również sobie odpuściłam. Nie miałam czasu na sen, a co mowa na siedzenie przed telewizorem. Teraz, gdy moja sytuacja się ustabilizowała, mogłam pozwolić sobie na odrobinę luksusu. Weekend zaplanowałam w najdrobniejszych szczegółach: wieczorny maraton filmowy, w sobotę zakupy i clubbing a w niedziele zarezerwowałam na leniwe zwiedzanie miasta.
  -Zaraz, zaraz... Dlaczego powiedziałaś, że mecz jest związany z moim dzisiejszym dniem?- zapytałam zaalarmowana jej uśmiechem i tonem głosu.
  - A z kim minęłam się w drzwiach i czyja koszulka leży na podłodze Twojej kuchni?
  -Kuchnia!
Szybko podbiegłam do kuchenki, ale na ratowanie mojej zapiekanki było już za późno. Doszczętnie spalona nie nadawała się już do jedzenia. Postanowiłam, że nie będę tego komentować...
  -Dorota! Dziś jest Twój szczęśliwy dzień- możesz wybrać dodatki do pizzy, którą zamówimy na kolację!
Nigdy nie mogłyśmy się dogadać, co do składników, prawie zawsze negocjację kończyły się wielką kłótnią i dwiema oddzielnymi pizzami.
  -Jeśli nie weźmiesz boczku, to pozwolę Ci też wybrać film!- dodałam, chowając feralną kolację do szafki pod zlewem. Nie chciałam na nią nawet patrzeć, za bardzo przypominała mi moją klęskę w walce z samą sobą.
Po godzinie zasiadłyśmy z pizzą i butelka wina przed ekranem. Wciągająca komedia pozwoliła mi na chwile zapomnieć o moim problemie. Było już grubo po północy, gdy położyłyśmy się spać. Dorota usnęła momentalnie, nigdy nie potrzebowała dużo czasu na zaśniecie- wino tylko spotęgowało tę umiejętność. Ja zapaść  w sen długo nie mogłam, kręciłam się na łóżko, próbując przybrać najwygodniejszą pozycję. Przypomniałam sobie, że w każdej książce i w każdym filmie bohaterowie pili ciepłe mleko, aby móc szybciej zasnąć. Wstałam z łóżka i nie zapalając światła, aby nie obudzić Dodzi na palcach przemknęłam do kuchni. Zapaliłam światło i pierwsze co rzuciło się w moje oczy to koszulka Jochena leżąca na blacie. Przycisnęłam ją do twarzy,  jego zapach obezwładnił moje zmysły. Ciepłe mleko nie było potrzebne.


niedziela, 17 marca 2013

za niska.

Wpadłam do mieszkania, rzuciłam zakupy na podłogę i ciężko oparłam się całym ciałem o drzwi. "Idiotka"- pomyślałam. "Zacznij szukać nowego mieszkania na drugim końcu miasta, najlepiej takiego na parterze". Wtedy prawdopodobieństwo spotkania Jochena Schopsa w windzie lub gdziekolwiek indziej spadnie niemal do zera. Przestaniesz całować się z obcymi, nieziemsko pachnącymi facetami i zaczniesz w końcu przygotowywać się do przyjazdu siostry.
 Kilka dni i moje ustabilizowane życie przechyliło się pod niebezpiecznym kątem. Jeśli tego nie zatrzymam, nigdy nie powrócę do pionu. Zbyt dużo kosztowało mnie dotarcie do miejsca, w którym teraz się znajduję. Zbyt daleko zaszłam, aby chwilowe zauroczenie zniszczyło coś, na co pracowałam przez 5 ciężkich lat. Jako 24-letnia, doświadczona kobieta wiem, że obściskiwanie się z nieznajomym nie może prowadzić do niczego dobrego. Chociaż, tak właściwie, to ja go dobrze znam. Od 7 lat interesuję się tym cudownym sportem, jakim jest siatkówka i tak się składa, że mój nieznajomy z windy to jeden z najlepszych atakujących na świecie, grający obecnie w klubie aktualnego Mistrza Polski Asseco Resovii Rzeszów. Kiedyś podbiegłabym do niego, taranując po drodze dzieci oraz kobiety w ciąży i z mało inteligentnym wyrazem twarzy poprosiłabym go o autograf i zdjęcie. Z tamtych czasów pozostało tylko zdjęcie. Zdjęcie z niego koszulki, spodni... "Potrzebuję niezwykle zimnej kąpieli." Wpadłam szybko do kuchni z mocnym postanowieniem zapomnienia o Jochenie. Całą swoją seksualną frustrację przelałam na niewinne warzywa. Wrzuciłam zapiekankę do piekarnika, ustawiłam minutnik i rozrzucając ubrania po całym korytarz skierowałam się do łazienki. Wchodząc pod prysznic przypomniałam sobie o moim postanowieniu, więc zamiast przekręcić kurek z ciepłą wodą, z determinacją sięgnęłam po rzecz, którą niezmiernie rzadko używam. Kiedy pierwsze krople lodowatej wody spadły na moją skórę momentalnie zapomniałam o cudownie całującym siatkarzu z windy. W rekordowym tempie skończyłam kąpiel i owinięta w czerwony, satynowy szlafrok weszłam do sypialni. Po drodze włączyłam muzykę. Z głośników popłynęłam ballada Halleluja w wykonaniu Bon Joviego. Ubrana tylko w bieliznę zaczęłam tańczyć w rytm muzyki. Piosenka wprawiła mnie w trans, zapomniałam o rzeczywistości. Zamierzałam się odprężyć i odpocząć w ciągu nadchodzących dni. To ma być weekend, który spędzę razem z Dorotą rozmawiając, bawiąc się i zwiedzając miasto, którego sama jeszcze prawie wcale nie znam. A najlepszym sposobem na relaks był według mnie taniec. Z zamkniętymi oczami powoli przeciągałam się, aby pozbyć się nagromadzonego w   napięcia. Wykonując kolejny obrót usłyszałam dochodzące zza moich pleców brawa.
  - Nie wiem co potrafisz robić lepiej: tańczyć czy całować.- powiedział mężczyzna oparty o framugę drzwi i trzymający na palcu mój biustonosz- teraz  do mojego dylematu muszę dorzucić jeszcze noszenie seksownej bielizny.
Szybko narzuciłam leżący na oparciu fotela szlafrok, podeszłam do Jochena i jednym szarpnięciem zabrałam mu strategiczną część mojej garderoby.
  -Dobrze wychowaniu ludzie nie wchodzą nieproszeni do cudzego mieszkania- upomniałam go po odzyskaniu równowagi.
  - Pukałem. Nie słyszałaś mnie, bo byłaś zbyt zajęta szpagatami i mostkami. A propos dobrego wychowania. Kulturalni ludzie nie rozrzucają swoich ubrań po całej powierzchni mieszkania-  zauważył.
  - Po co przyszedłeś?- wiem, że zabrzmiało to obcesowo, ale nie zamierzałam być miła dla kogoś, kto za moimi plecami podgląda mnie i krytykuje mój sposób utrzymania czystości w moim domu.
Jego odpowiedź po raz kolejny mnie zaskoczyła.
  - Przyszedłem, abyśmy mogli kontynuować to, co zaczęliśmy robić w windzie- odpowiedział z bezczelnym uśmiechem na twarzy- jestem mile zaskoczony, że postanowiłaś się do tego dobrze przygotować, ale na przyszłość pamiętaj o jednej, bardzo ważnej rzeczy. Sam wolę rozbierać kobietę, z którą będę uprawiać seks.
Nie byłam porywczą osobą, jednak gdy tylko usłyszałam co powiedział, miałam ochotę udusić go gołymi rękami. Ruszyłam  w jego stronę z zaciśniętymi pięściami. Chyba przestraszył się lekko mojej reakcji, bo szybko podniósł ręce w geście kapitulacji.
  -Poddaję się! Proszę oszczędź mnie. Tak naprawdę przyszedłem pożyczyć tylko szklankę cukru oraz zapytać się  się o Twoje samopoczucie. Nie najlepiej wyglądałaś po naszym rozstaniu.
  -Jako wytrawny kochanek powinieneś wiedzieć, że takich rzeczy nie powinno mówić się kobiecie. A cukru nie mam, niepotrzebnie się fatygowałeś.- powiedziałam, po czym wojowniczo założyłam ręce na piersi.
  -Oj,  ktoś tu chyba jest małym kłamczuszkiem. Nieładnie, nieładnie. Widziałem cukier w jeden z Twoich reklamówek, w prawdzie nie umiem czytać po polsku, ale potrafię rozpoznać cukier po obrazku. Teraz musisz mi zrekompensować swoje niemiłe zachowanie.
Poczułam, jak na moich policzkach pojawia się zdradziecki rumieniec wstydu.
  - Co najwyżej mogę Ci ten cukier pożyczyć. Poczekaj tutaj na mnie- rzuciłam wchodząc do kuchni. Podeszłam do szafki i unosząc się na palcach próbowałam uchwycić puszkę z białym proszkiem. Nadal roztrzęsiona sytuacją sprzed chwili zamiast zdjąć, zaklinowałam ją między sufitem a szafką. Siłowałam się z oporną puszką jeszcze przez kilka sekund zanim postanowiłam zawołać mojego prześladowcę.
  -Jochen? Możesz mi pomóc?- nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Miałam zawołać go po raz kolejny, gdy poczułam na moich plecach jego umięśniony tors. Nie słyszałam jak do mnie podchodził. "Jak na 2 metry wzrostu i 100 kg wagi porusza się bezszelestnie"- pomyślałam. Nie powiedziałam tego głośno.
  -Czy mógłbyś mi pomóc zamiast się o mnie ocierać? Jeśli tego nie zrobisz, będziesz pić gorzką herbatę z podbitym okiem.
Usłyszałam jego cichy śmiech. Nie wiedziałam, że mój szlafrok podniósł się o dobre 5 cm i teraz ledwie zakrywa mi pośladki. Jochen wyjął z moich dłoni cukier i postawił go na blacie, lecz nie odsunął się ode mnie nawet na milimetr. Na moich udach poczułam delikatny dotyk jego palców, które po sekundzie wślizgnęły się pod materiał i zaczęły powolną wędrówkę w górę, Zatrzymały się na moich biodrach i wsunęły pod pasek majtek. Mocno zacisnęłam dłonie na blacie regału. W mojej głowie, niczym na samochodzie pędzącego do pożaru wozu strażackiego, migotało kolorowe światełko, które krzyczało do mnie: odepchnij go, skończ to zanim to on skończy z Tobą! Obróciłam głowę w jego kierunku, aby dobitnie powiedzieć mu co myślę o jego zachowaniu, jednak nie dane było mi to zrobić. Szybko przycisnął swoje usta do moich i tym samym wyrzucając z mojej głowy ostatnie strzępy myśli. To nie był delikatny pocałunek z windy. Jochen wpił się w moje usta, zmuszając mnie do rozchylenia ich. To, co potem z nimi robił kwalifikuję się do najlepszego pocałunku w historii. Po chwili obrócił mnie w swoją stronę. Uwięziona między nim a blatem, nie miałam możliwości poruszania się. Szybko pozbył się mojego szlafroka, zrzucając go na podłogę.
  -I kto tutaj jest największym bałaganiarzem?- udało mi się wykrztusić w przerwie między pocałunkami.
  -Jak to się mówi: cel uświęca środki- odpowiedział mocno przyciskając mnie do regału. Jego dłonie błądziły po moim brzuchu, kierując się ku piersiom. Wstrzymałam oddech, czekałam aż poczuję tam jego dotyk. Moje nerwy były napięte jak postronki, wbrew rozsądkowi pragnęłam go całą sobą. Nagle usłyszałam ostry dźwięk minutnika.

piątek, 15 marca 2013

Akcja reaktywacja.

Przez kolejne dni nie wiedziałam nieznajomego z windy, ale to nie znaczy, że w ogóle o nim zapomniałam. Nie dawał mi spokoju w czasie snu, jego cudowny zapach prześladował mnie na każdym kroku. Przez niego nie mogłam skupić się w pracy, nic mi nie wychodziło. Zła na samą siebie wracałam w piątek po południu do mieszkania niosąc trzy ogromne torby z jedzeniem. Jutro przyjeżdża do mnie siostra, aby zobaczyć jak mieszkam i pozwiedzać Rzeszów. Cieszyłam się z tego powodu, bo już trochę się za nią stęskniłam. Weszłam do budynku i szybko podbiegłam do windy, bo zobaczyłam, że drzwi się zaraz zamknął. Wpadłam, rozejrzałam się i utonęłam w czekoladowych oczach Jochena Shopsa. Zaraz... Wróć! To ten przystojniak w  windzie to atakujący Resovii? Nie, niemożliwe. Drzwi windy zamknęły się. Oparłam się o nie i nie mogłam oderwać od niego oczu. Czułam się jak wariatka, ale ta chęć patrzenia na niego była silniejsza ode mnie. Zahipnotyzował mnie, sprawił, że o zapomniałam o windzie, zakupach, siostrze. Euforia zmieniła się w strach, gdy nagle poczułam ostre szarpnięcie i winda się zatrzymała. Kilka sekund później zgasło oświetlenie. Wyciągnęłam rękę, aby włączyć alarm, ale zamiast przycisku dotknęłam jego klatki piersiowej.
  - Przepraszam, ja po prostu...- wyszeptałam po angielsku. Zaczęłam szybciej oddychać, miałam wrażenie, że zaczyna brakować mi powietrza. Nie wiedziałam tylko czy jest to spowodowane przypadkowym dotknięciem czy awaria windy.
  - Wszystko w porządku? Dobrze się pani czuję, mogę jakoś pomóc?
  -Tak, może. Ja sobie usiądę, a pan naprawi szybko windę.- mimo fatalnej sytuacji próbowałam żartować. Mimo kilkukrotnego naciśnięcia alarmu  nie było żadnej reakcji. Czułam się coraz gorzej. "Ta fobia mnie wykończy kiedyś"-pomyślałam.
  - Skoro mamy tu spędzić trochę czasu razem to może się poznajmy. Jochen.-wyciągnął do mnie ręke.
  - Wiem.-wypsnęło mi się. Krystyna. Gdy dotknął mojej dłoni przeskoczyła między nami iskra, zaskoczona szybko się odsunęłam i przytuliłam do ściany, Usiadł  obok mnie. Po chwili usłyszałam coś dziwnego:
  -Twój ulubiony kolor to...?
  -Niebieski i żółty- odparłam zaskoczona- A Twój?
  -Zielony.
  -Dlaczego o to pytasz? 
  -O tak, po prostu chcę wiedzieć. Ulubiona potrawa?
  -Wszystkie słodkie- wyznałam ze śmiechem. Mimo paskudnego położenia nie czułam już strachu. Pytaliśmy się nawzajem o różne rzeczy, opowiadaliśmy historie z dzieciństwa, a pomoc nadal nie nadchodziła. Chciałam wstać, aby rozprostować nogi, nie wiedziałam, że Jochen zrobił to samo. Poleciałam na jego kolana, moja głowa była na tej samej wysokości co jego. Próbowałam zmienić tę krępującą pozycję, ale w windzie było za mało miejsca.
  -Przepraszam, cały czas na Ciebie wpadam. Już wstaje.- Nie mogłam spełnić obietnicy, bo coś cały czas nie dawało mi wstać. Później okazało się, że było to jego dłonie. 
  -A kto powiedział, że chcę, żebyś wstała? Wcale mi nie przeszkadzasz- roześmiał się głośno.
Gdy usłyszałam jego śmiech zrobiłam coś, czego nie powinnam robić. Pochyliłam się i delikatnie dotknęłam jego ust. Obrysowałam palcem kontur jego ust. Po chwili zastąpiłam palec wargami. Świat przestał istnieć. Z początku delikatny, nasz pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Poczułam jego dłonie na swoim biodrach. Poczułam, że się unoszę...Bo tak było, winda zaczęła działać i po chwili zatrzymała się na moim piętrze. Szybko poderwałam się, zabrałam swoje zakupy i uciekłam do mieszkania. Zanim drzwi windy się zamknęły, zdążyłam zauważyć, że Jochen nadal siedzi na podłodze i się uśmiecha.

wtorek, 12 marca 2013

Zbyt łatwy początek.

  - Dzień dobry, aspirant sztabowy Marek Biedroń, Komenda Wojewódzka Policji w Rzeszowie. Poproszę pani prawo jazdy, dowód rejestracyjny samochodu oraz jego ubezpieczenie.
Widząc przed sobą policyjny lizak, wiedziałam, że ten dzień zakończyłby się zbyt idealnie. Przeprowadzka oraz dwie i pół godziny jazdy z Lublina do Rzeszowa przebiegły nadzwyczaj spokojnie. Aż do teraz. Zjechałam na pobocze, zrezygnowana oparłam ręce o kierownicę i zaczęłam wystukiwać rytm palcami czekając, aż podejdzie do mnie policjant. Nie śpieszyło mu się. W myślach zaczęłam wymyślać wymówkę jaką uraczę rodziców, aby skłonić ich do zapłaceniu mojego mandatu. Nie wiedziałam jeszcze za co, ale zazwyczaj drogówka nie zatrzymuje aut bez potrzeby. Powód mojego zatrzymania okazał się banalnie prosty- przekroczyłam prędkość. Na szczęście zostałam tylko pouczona. W miłej atmosferze pożegnałam pana policjanta i ruszyłam dalej. Z małą pomocą nawigacji odnalazłam mieszkanie, w którym miałam spędzić najbliższy rok mojego życia. Dostałam się na roczną aplikację ogólną do kancelarii prawniczej w Rzeszowie. Stojąc przed blokiem pomyślałam, że  spędzę tu 12 miesięcy. Sama, bez nikogo bliskiego, bo rodzinę zostawiłam pod Lublinem. Chłopaka nie mam. Dam radę, ten staż jest naprawdę ważny dla mnie, mogło być gorzej- zawsze mogłaś wylądować w Kołobrzegu lub Olsztynie- pomyślałam. Zabrałam z samochodu część kartonów. Podeszłam do windy, na którą na szczęścia nie musiałam długo czekać, bo pudełka były dość ciężkie. W drzwiach windy minęłam się z krótko obciętym, wysokim mężczyzną. Nie mogłam mu się dokładnie przyjrzeć, bo widok zasłoniły mi pudełka. Od razu zwróciłam na niego uwagę, bo rzadko spotykam mężczyzn wyższych ode mnie-mam prawie 1.90 wzrostu. Obejrzałam się, ale on zdążył już wyjść na ulicę. Szybko weszłam do windy i pierwsze co poczułam to cudowny zapach męskich perfum. Obezwładniający, ale nie duszący. Poruszył we mnie te struny, o istnieniu których chciałam zapomnieć. Niestety zaraz potem mój żołądek zwinął się w małą kulkę i trwał w takiej pozycji aż do opuszczenia windy na 9 piętrze. Strasznie nie lubiłam tego urządzenia, ale nie dam rady wnieść schodami wszystkich moich rzeczy. Otworzyłam drzwi mieszkania, zostawiłam pudełka i powtórzyłam moją wędrówkę do samochodu jeszcze cztery razy. Zmęczona podróżą i jazdą windą szybko położyłam się do łóżka. W snach prześladował mnie wysoki mężczyzna bez twarzy,