Wpadłam do mieszkania, rzuciłam zakupy na podłogę i ciężko oparłam się całym ciałem o drzwi. "Idiotka"- pomyślałam. "Zacznij szukać nowego mieszkania na drugim końcu miasta, najlepiej takiego na parterze". Wtedy prawdopodobieństwo spotkania Jochena Schopsa w windzie lub gdziekolwiek indziej spadnie niemal do zera. Przestaniesz całować się z obcymi, nieziemsko pachnącymi facetami i zaczniesz w końcu przygotowywać się do przyjazdu siostry.
Kilka dni i moje ustabilizowane życie przechyliło się pod niebezpiecznym kątem. Jeśli tego nie zatrzymam, nigdy nie powrócę do pionu. Zbyt dużo kosztowało mnie dotarcie do miejsca, w którym teraz się znajduję. Zbyt daleko zaszłam, aby chwilowe zauroczenie zniszczyło coś, na co pracowałam przez 5 ciężkich lat. Jako 24-letnia, doświadczona kobieta wiem, że obściskiwanie się z nieznajomym nie może prowadzić do niczego dobrego. Chociaż, tak właściwie, to ja go dobrze znam. Od 7 lat interesuję się tym cudownym sportem, jakim jest siatkówka i tak się składa, że mój nieznajomy z windy to jeden z najlepszych atakujących na świecie, grający obecnie w klubie aktualnego Mistrza Polski Asseco Resovii Rzeszów. Kiedyś podbiegłabym do niego, taranując po drodze dzieci oraz kobiety w ciąży i z mało inteligentnym wyrazem twarzy poprosiłabym go o autograf i zdjęcie. Z tamtych czasów pozostało tylko zdjęcie. Zdjęcie z niego koszulki, spodni... "Potrzebuję niezwykle zimnej kąpieli." Wpadłam szybko do kuchni z mocnym postanowieniem zapomnienia o Jochenie. Całą swoją seksualną frustrację przelałam na niewinne warzywa. Wrzuciłam zapiekankę do piekarnika, ustawiłam minutnik i rozrzucając ubrania po całym korytarz skierowałam się do łazienki. Wchodząc pod prysznic przypomniałam sobie o moim postanowieniu, więc zamiast przekręcić kurek z ciepłą wodą, z determinacją sięgnęłam po rzecz, którą niezmiernie rzadko używam. Kiedy pierwsze krople lodowatej wody spadły na moją skórę momentalnie zapomniałam o cudownie całującym siatkarzu z windy. W rekordowym tempie skończyłam kąpiel i owinięta w czerwony, satynowy szlafrok weszłam do sypialni. Po drodze włączyłam muzykę. Z głośników popłynęłam ballada Halleluja w wykonaniu Bon Joviego. Ubrana tylko w bieliznę zaczęłam tańczyć w rytm muzyki. Piosenka wprawiła mnie w trans, zapomniałam o rzeczywistości. Zamierzałam się odprężyć i odpocząć w ciągu nadchodzących dni. To ma być weekend, który spędzę razem z Dorotą rozmawiając, bawiąc się i zwiedzając miasto, którego sama jeszcze prawie wcale nie znam. A najlepszym sposobem na relaks był według mnie taniec. Z zamkniętymi oczami powoli przeciągałam się, aby pozbyć się nagromadzonego w napięcia. Wykonując kolejny obrót usłyszałam dochodzące zza moich pleców brawa.
- Nie wiem co potrafisz robić lepiej: tańczyć czy całować.- powiedział mężczyzna oparty o framugę drzwi i trzymający na palcu mój biustonosz- teraz do mojego dylematu muszę dorzucić jeszcze noszenie seksownej bielizny.
Szybko narzuciłam leżący na oparciu fotela szlafrok, podeszłam do Jochena i jednym szarpnięciem zabrałam mu strategiczną część mojej garderoby.
-Dobrze wychowaniu ludzie nie wchodzą nieproszeni do cudzego mieszkania- upomniałam go po odzyskaniu równowagi.
- Pukałem. Nie słyszałaś mnie, bo byłaś zbyt zajęta szpagatami i mostkami. A propos dobrego wychowania. Kulturalni ludzie nie rozrzucają swoich ubrań po całej powierzchni mieszkania- zauważył.
- Po co przyszedłeś?- wiem, że zabrzmiało to obcesowo, ale nie zamierzałam być miła dla kogoś, kto za moimi plecami podgląda mnie i krytykuje mój sposób utrzymania czystości w moim domu.
Jego odpowiedź po raz kolejny mnie zaskoczyła.
- Przyszedłem, abyśmy mogli kontynuować to, co zaczęliśmy robić w windzie- odpowiedział z bezczelnym uśmiechem na twarzy- jestem mile zaskoczony, że postanowiłaś się do tego dobrze przygotować, ale na przyszłość pamiętaj o jednej, bardzo ważnej rzeczy. Sam wolę rozbierać kobietę, z którą będę uprawiać seks.
Nie byłam porywczą osobą, jednak gdy tylko usłyszałam co powiedział, miałam ochotę udusić go gołymi rękami. Ruszyłam w jego stronę z zaciśniętymi pięściami. Chyba przestraszył się lekko mojej reakcji, bo szybko podniósł ręce w geście kapitulacji.
-Poddaję się! Proszę oszczędź mnie. Tak naprawdę przyszedłem pożyczyć tylko szklankę cukru oraz zapytać się się o Twoje samopoczucie. Nie najlepiej wyglądałaś po naszym rozstaniu.
-Jako wytrawny kochanek powinieneś wiedzieć, że takich rzeczy nie powinno mówić się kobiecie. A cukru nie mam, niepotrzebnie się fatygowałeś.- powiedziałam, po czym wojowniczo założyłam ręce na piersi.
-Oj, ktoś tu chyba jest małym kłamczuszkiem. Nieładnie, nieładnie. Widziałem cukier w jeden z Twoich reklamówek, w prawdzie nie umiem czytać po polsku, ale potrafię rozpoznać cukier po obrazku. Teraz musisz mi zrekompensować swoje niemiłe zachowanie.
Poczułam, jak na moich policzkach pojawia się zdradziecki rumieniec wstydu.
- Co najwyżej mogę Ci ten cukier pożyczyć. Poczekaj tutaj na mnie- rzuciłam wchodząc do kuchni. Podeszłam do szafki i unosząc się na palcach próbowałam uchwycić puszkę z białym proszkiem. Nadal roztrzęsiona sytuacją sprzed chwili zamiast zdjąć, zaklinowałam ją między sufitem a szafką. Siłowałam się z oporną puszką jeszcze przez kilka sekund zanim postanowiłam zawołać mojego prześladowcę.
-Jochen? Możesz mi pomóc?- nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Miałam zawołać go po raz kolejny, gdy poczułam na moich plecach jego umięśniony tors. Nie słyszałam jak do mnie podchodził. "Jak na 2 metry wzrostu i 100 kg wagi porusza się bezszelestnie"- pomyślałam. Nie powiedziałam tego głośno.
-Czy mógłbyś mi pomóc zamiast się o mnie ocierać? Jeśli tego nie zrobisz, będziesz pić gorzką herbatę z podbitym okiem.
Usłyszałam jego cichy śmiech. Nie wiedziałam, że mój szlafrok podniósł się o dobre 5 cm i teraz ledwie zakrywa mi pośladki. Jochen wyjął z moich dłoni cukier i postawił go na blacie, lecz nie odsunął się ode mnie nawet na milimetr. Na moich udach poczułam delikatny dotyk jego palców, które po sekundzie wślizgnęły się pod materiał i zaczęły powolną wędrówkę w górę, Zatrzymały się na moich biodrach i wsunęły pod pasek majtek. Mocno zacisnęłam dłonie na blacie regału. W mojej głowie, niczym na samochodzie pędzącego do pożaru wozu strażackiego, migotało kolorowe światełko, które krzyczało do mnie: odepchnij go, skończ to zanim to on skończy z Tobą! Obróciłam głowę w jego kierunku, aby dobitnie powiedzieć mu co myślę o jego zachowaniu, jednak nie dane było mi to zrobić. Szybko przycisnął swoje usta do moich i tym samym wyrzucając z mojej głowy ostatnie strzępy myśli. To nie był delikatny pocałunek z windy. Jochen wpił się w moje usta, zmuszając mnie do rozchylenia ich. To, co potem z nimi robił kwalifikuję się do najlepszego pocałunku w historii. Po chwili obrócił mnie w swoją stronę. Uwięziona między nim a blatem, nie miałam możliwości poruszania się. Szybko pozbył się mojego szlafroka, zrzucając go na podłogę.
-I kto tutaj jest największym bałaganiarzem?- udało mi się wykrztusić w przerwie między pocałunkami.
-Jak to się mówi: cel uświęca środki- odpowiedział mocno przyciskając mnie do regału. Jego dłonie błądziły po moim brzuchu, kierując się ku piersiom. Wstrzymałam oddech, czekałam aż poczuję tam jego dotyk. Moje nerwy były napięte jak postronki, wbrew rozsądkowi pragnęłam go całą sobą. Nagle usłyszałam ostry dźwięk minutnika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz